wtorek, 5 stycznia 2016

Święta Swieta

Były i minęły i jak zawsze było za krótko. Ale przynajmniej spokojnie, bez stresów, nikt nie był chory po raz pierwszy od 7 lat. :)

W Wigilię poszłam do domu o 13:00 ale dzięki logistycznym zabiegom kilku poprzednich dni, udało się wszystko ugotować na czas. Żadnych poslizgow. Chyba robię się w tym tym naprawdę dobra.


Z kulinariów w tym roku nie byłam dumna z domu z piernika bo zawalił się zanim położyliśmy dach. Piernik był tak dobry ze nie miał szans udawać ścian bo był zbyt puszysty. Ale zjadło się ruiny i gruz z równym smakiem co architektoniczny cud.
Zrobiłam sobie deskę śmierdzących serów, koktajl krewetkow, ryż z mandarynkami i migdałami, nieodłączną galaretkę w wysokich szklankach, pasztet w małych foremkach, mnóstwo ciastek, placek cytrynowy i de placki marchewkowe. Plus cala masa innych pyszności.

Złamałam antycukrową przysięgę i do tej pory staram się wrócić na odwyk. Gani dostał w ręce całą bombonierke Quality Street i rozwinął wszystkie czekoladki z papierków. Na pytanie Co Na Boga Dobrego Zrobił I Jak Teraz Wiedzieć Które Są Nasze Ulubione odpowiedział ze nie da się wiedzieć a wiec są zepsute. I może wszystkie zjeść sam. Niby dobrze wykombinował.

Biegalam w sukience z tiulu po ulicy z dzwonkiem w ręku a Suseł z Rodzicielką nakręcali Dzieciusie, że właśnie przyleciał Mikołaj. Były prezenty i mnóstwo radości. Suseł chciał mi dać mój prezent juz na miesiąc przed Wigilią ale byłam twarda. :) Dostałam tablet i piórko do malowania na tablecie, najnowsza książkę Grahama Hancocka, kolorowanki dla dorosłych, piękny wisiorek, komin na szyje w serduszka i książkę o pieczeniu chleba (to od siebie samej).

Było tak dobrze jak w Święta powinno być. Idealnie nawet bez śniegu. Ani jednego płatka.

Przed końcem semestru, z racji posiadania dwojga Dzieciusiow w szkole, obejrzeliśmy dwie Świąteczne sztuki- "Sleepy Sheppard" z Gabim w roli owieczki oraz "Silent Night" z Mają w roli Płatki Śniegu.

Nauczycielka Gabiego pracowała do zeszłego roku jako nauczycielka dzieci specjalnej troski wiec cala sztuka maluchów miała nie tylko warstwę wizualna oraz dźwiękową (czterdzieści pypci śpiewających o zwiastowaniu) ale również wszystkie piosenki, a było ich sporo, były jednocześnie śpiewane w języku migowym. Niesamowite wrażenie jak maluch przychodzi do domu, siedzi i śpiewa sobie pod nosem i macha rękami. Na początku nie skojarzylam na co patrzę dopóki Gani nie zaczął powtarzać refrenu i dopiero wtedy zauważyłam ze cały czas pokazuje te same gesty. Nauczył się wszystkich piosenek w języku migowym i jako nieliczne dziecko z Zerowki i Pierwszakow umiał mignąć każdą zwrotkę.
Zrobiłam mu kostium owieczki z czarnych getrow i czarnego golfika na który naszyłam panel zrobiony na szydelku, cały w owieczkowe bąbelki. Na łepku miał czapę na szydełkiem, także w bąbelki, z uszami z różową podszewką. Gdyby tylko Pani Asysytentka nie przyszyla mu tego panelu w talii tylko tam gdzie był pierwotnie, byłoby super. Jak to się stało ze "odpadł" Gabi nie wie.


Mai sztuka odbyła się w kościele wiec zdjęć nie ma bo kościół okazał się wąski i długi, dzieci za małe, światło za ciemne a ludzi za dużo. Za plecami warował nam Ojciec wiec grzecznie przejrzałam ulotki katolickiej urody i pożartowałam niezobowiązująco. Sztuka była klimatyczna, Maja daleko ale były momenty kiedy zbliżała się do wielkości znaczka pocztowego widzianego na odległość ramienia. Ale zakładam ze śpiewała pięknie. Kilka zdjęć w formacie RAW uratowało nasze przyszłe wspomnienia.




W po sztuce Ojciec wyszedł na miejsce przed ołtarzem które pewnie ma jakąś nazwę ale mój kościelny słownik nie straszy grubością i zabrał się do podziękowań. Podziękował Pani Nowej Dyrektor, Nauczycielom, Asystentom Nauczycieli, Nauczycielom Rezyserom, Scenarzystom i Dzwiekowcom w jednym, Dzieciom Aktorom, Narratorom, Rodzicom, Rodzicom którzy zrobili jakże piękne kostiumy, Rodzicom którzy przyprowadzili na sztukę swoich Rodziców, Rodzicom Rodziców, Rodzenstwom... potem opowiedział jak to się stało ze wpuścił tyle dzieci na teren Domu Bożego, podziękował chłopcu który grał księdza i wręczył mu klucze do Kościoła. Opowiedział jeszcze raz i tym jak powstała kolęda Cicha Noc na wypadek gdybyśmy nie złapali treści przedstawienia, wyraził podziw nad ponadczasowym przesłaniem tej opowieści, skarcił dzieci Myszy ze pogryzły organy, pożyczył wszystkim Wesołych Świat w duchu laski boskiej i przypomniał o jedzeniu marchewek żeby mieć dobry wzrok w ciemności.
W którymś momencie pomyślałam, ze kiedy przyszedł do Przychodni kilka dni wczesciej, szepcząc o pomoc bo stracił głos i na miłość boska nie może tak syczeć do wiernych....powinnam była znaleźć mu wizytę po Świętach. Nadgorliwie "wyleczyłam" go jeszcze tego samego dnia i bezpowrotnie ukradłam wszystkim tym dobrym ludziom 45 minut życia.

Udało się wyjść.

Szkolne przedstawienia bardzo nastrajają mnie do Świąt. W pierwszym roku płakałam jak szop z zachwytu.

Do następnych.

A Wam wszystkim którzy jeszcze siadają na moich poduszkach życzymy wszyscy wspaniałego roku 2016 który nie ma wyjścia- musi okazać się lepszy niż 2015.

Kokainka
Suseł
Dzieciusie Dwa

posted from Bloggeroid

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza