czwartek, 24 listopada 2011

Prostowanie ROTFLA

Pod postem o FB po polsku, Anonim (swoją drogą uwielbiam Anonimów) rzucił ROTFLA na moje zapytanie "co skłania ich do obnażania i odzierania samych siebie z prywatności, intymności, subtelności ludzkich doznań i emocji." Zakładam więc, że Anonim nie dostrzega zasadniczych różnic pomiędzy blogowaniem a fejsbukowaniem. :)

Nie będę się powoływać na definicje blogowania i bukowania z Wikipedii. Wystarczy więc, że Anonim spróbuje spojrzeć na to co sądzę o obu działalnościach a ROTFL nie będzie już aki nęcący.

Dla mnie blogowanie to forma  przemyślanej, wybiórczej narracji dotyczącej własnego życia, w której sama decyduję ilę ze swojej prywatności chcę pokazać swoim Czytelnikom. Może dla niektórych szokującym może się okazać fakt, że nie wszystko opisuję na blogu i nie wszystko na nim analizuję ponieważ prywatność to jedno a intymność to drugie. Natknęłam się w życiu na setki blogów w których oba te zagadnienia, splątane i zawoalowane w enigmatycznych stwierdzeniach widniały jako blogi-pamiętniki oraz blogi w których o prywatności nikt nie słyszał a intymność właśnie dogorywała w kącie.
Przyznaję, że czasami, Wasza obecność skraca niektóre wywody i filtruje jego treść bo im bliżej zna się swoich Czytelników tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że ktoś to lubi i kocha Kokainkę może poczuć się urażony tym czy tamtym, choć napisanym zupełnie niezamierzenie. Nie znamy się, Znamy się tylko tak jak sami chcemy się ukazać. Może Kasia to tak naprawdę 40 letni facet z oponą piwną a Wiedźma to pani pracująca w ZUSie, w pokoju w którym ma mało petentów i jakoś musi zając swój czas? A ja to tak naprawdę 18letni pryszczaty chłopak z obsesją badań socjologicznych?

Przez to, że się nie znamy część idzie w eter, część pozostaje przy orderach i jest to rodzaj układu do którego nie trzeba spisywać żadnej dodatkowej umowy.

Prawdziwe blogowanie traci sens, kiedy adres do bloga poznają osoby znane osobiście. Koniec z prywatnością, jakąkolwiek intymnością, szczerością i nieskrępowaną radością pisania w eter. Po kilku błędach tego typu, nikt z moich znajomych nawet nie usłyszy słowa "blog" z moich ust.

Facebook natomiast to miejsce gdzie w sieci spotykamy ludzi z naszego codziennego życia. Pracujemy z nimi, chodzimy na zajęcia, zaglądamy im w okna na tej samej ulicy. To wbrew pozorom bardzo zobowiązuje- nie wszystko uchodzi, nie wszystko jest na miejscu. Niejednokrotnie to co razi w życiu codziennym ma nagle uzasadnienie na FB. Założe się i postawię na to dwie ręce, że gdyby LH stojąc na środku magazynu w obecności 10-15 dziewczyn wygłosił swoją tyradę na temat róznicw zapachu jajec i torsu po zastosowaniu różnych płynów pod prysznic, spotkałby się z wieloma zdegustowanymi rekcajmi ze strony swoich słuchaczek. Niewiel z nich uznałoby to za szekszi-szekszi. Ale na FB robi się z tego epoepeja narodowa- bo twórca nie patrzy ludziom w twarz i zamyka jakąś klapkę we własnej głowie udając, że nie czytają go osoby sobie znane.

Jak często, Wy z UK spotykacie się z taką sytuacją? Wieczorem wyskakuje Wam zaproszenie od jakiegoś znajomego z pracy. Dodajesz, znajomy pisze grzecznościowy duperel a na drugi dzień rano, widzisz go w pracy, mijacie się i żadne z Was nie robi najmniejszego gestu, żeby pociągnąć konwersację dalej. Nie witacie się nawet zdawkowym helołem. Sztuczność kontaktu Facebookowego porażą zdrowego na umyśle człowieka. Spotkałam się nawet z sytuacjami, kiedy ktoś skomentował czyjś obrazek czy tekst z Facebooka a osoba ta musiała chwilę pomyśleć, poplumkać oczami, otworzyć we łbie skrzynkę z z napisem "FB- wstęp tylko dla tygrysów", żeby odpowiedzieć i to z lekko odczuwalnym niesmakiem. Jakim prawem mieszasz reala z tym co na FB?

A więc Anonimie- jeżeli ktoś na blogu powie, że tęskni na swoją Babcią odeszła pół wieku temu, zapali dla niej [*] i oddali się  do reala po tym jak dołączy do tego krótkie wspomnienie osoby- ucałuję i podziękuję za dopuszczenie mnie do swojego świata. Autor szanuje zmarłego i stara się utrzymać pamięć o nim, ja szanuję autora. Post taki stanowi pewnie jedność z całym "życiem" autora jakie widzimy na jego blogu.

Jeśli ktoś na FB rzuci niczym ochłapem mięcha rzewną notkę o Ciotuni zaraz po tym jak drapie się po jajach i zaraz przed tym zanim powącha palce- to jest to dla mnie ...niewłaściwe.

Wiedźma wspomniała, że może to komuś pomaga poczuć się lepiej- tu chyba właśnie leży klucz do mojej opinii. Życie emocjonalne ludzi staje się już tak płytkie, że napisanie zdania na portalu społecznościowym niejednokrotnie starcza tym ludziom za żałobę lub smutek. Nie pójdą na grób, nie spotkają się z rodziną, nie zjadą się na Zaduszki, nie zadzwonią w ten wieczór do Babci, żeby pocieszyć i pogadać, skoro siedzi gdzie sama w rocznicę śmierci Dziadka- świat wirtualny jest dla nich areną na której wypluwają swoje półmyślątka i lecą dalej. Świat wirtualny MUSI tak dla nich działać bo nie umieją już rozmawiać sami ze sobą. We własnej włosianej głowie. Uważają, że dobrze cierpią kiedy cierpią publicznie. Cierpienie własne, wewnętrzne jest już niewystarczająco dobre- musi być wystawione na widok publiczny tak jak nowa fryzura- patrz jakiego mam drogiego fryzjera, patrz jaką mam wyczesaną żałobę raz w roku. Ich akceptacja samych siebie zależy od lajków jakie zgromadzą!

czy to im pomaga? Oczywiście, że nie. Afiszują się z bólem po stracie, z bólem pleców i niestrawnością, żeby poczuć obecność wirtualnych tworów, które oklepią ich po pleckach. Bo w realu ci sami ludzie mają to w dupie.

Mamy taką jedną w T. Bolą ją plecy. Tez by mnie bolały gdybym miała tyle kilogramów na lędźwiach ( powiedziała złośliwa sucz), ale w pracy- zadziwiająco- tryska zdrowiem, dobrym humorem, dowcipem i obyciem. Musiałaby być chyba na morfinie z tauryną, żeby z TAKIM bólem pleców stać jak dąb po 2h przy biurku Brygadzistów i gadać o dupie Maryni. Wałęsa się, nikt od niej niczego nie wymaga, bo ona ma ból pleców chroniczny. Wraca do domu- wpis: "Ból i ja. Wiem, że znowu przegram. Łóżko. Leki i On.". Na drugi dzień rano- skowronek. Ona utożsamiła Ból z jakimś mitycznym stworem i oddała siebie w ofierze a facebookowa publika bierze udział w chóralnych współczuciu i trzymaniu kciuków. Ona jest uzależniona od wirtualnego odzewu na problem, który sama stworzyła. Nie twierdzę, że nie ma chronicznego bólu pleców. Ale Ból w głowie potęguje się bo zamiast coś z tym zrobić pisze o nim i rozkoszuje się rozdziabywaniem każdej sekundy w czasie której jest tylko ona i On. Bo w T, na drugi dzień NIKT nie wspomni o jej samopoczuciu z FB, z domu, z łózka.

Nie umiemy radzić sobie z dolegliwościami głowy, tracimy zdolność do nawiązywania kontaktów z ludźmi, szczerość sprzedajemy za miedziaki pod postacią udawanych misiaczków, przemilczania cudzych wyskoków inie zabierania głosu kiedy dzieje się źle. Boimy się nawet wyrazić własną opinię bo a nóż ktoś rzuci się nam do gardła, odrzuci owczą skórkę i przekonamy się, że Ten-Tamten to wilk udający przyjaciela. I pierdzielimy głodne kawałki o pogodzie i modzie. Rozpuszczamy się w powietrzu. Jak cienka warstewka masła, rozsmarowana na zbyt dużej kromce chleba.

Kokainka, która i tak będzie mówić co myśli.

19 komentarzy:

  1. brawo! nie rozumiem tylko, co taka inteligentna dziewczyna robi w tesco? Praca z ludzmi wyksztalconymi nie psulaby Ci tyle krwi, zakladam, ale kto to wie :) W koncu wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma... pozdrawiam cala rodzinke, bardzo lubie Twoj blog, a najbardziej zdjecia i historie z zycia dzieciatek, sa cudne. Aneta

    OdpowiedzUsuń
  2. Co robi? Zarabia na zycie. W UK to żadna hanba. :) w naszym Misateczku natomiast Pracy jest jak na lekarstwo a Polki po studiach sa pozadane tylko w klauzuli o rownosci zatrudnienia. No i jaki szanujacy się pracodawca wezmie Kokainke na 12h tygodniowo i to w weekendy?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kokain, zapomnialas wspomniec o Jukejowym - i nie tylko chyba - obowiazku absolutnym umieszczania daty urodzin w profilu. Ja dzis dostalam opieprz, ze jej nie mam i skad ktos mogl wiedziec, ze sa moje urodziny? Ano ci, co chca, maja zapisane chocby w telefonie. Ot, taki psikus zrobilam i teraz mnie nielubiom.

    OdpowiedzUsuń
  4. No wez, nie psuj mi opinii! jaki ZUS! W sumie Kokain to mi chodzilo nie o to czyto dobrze czy zle, tylko o to , ze albo sie nie bedziesz bala i bedziesz ludziom prawde na oczy...albo zaczniesz wreszcie trzymac dla siebie i dla realnych rozmow swoje wlasne zdania na rozne tematy. Z tym , ze jesli bedziesz glosno prawda na oczy to na 100% bedziesz wrogiem wiekszosci ;) Inna strona medalu ,ze mozliwym jest , iz ci nie zalezy ;) Wiem doskonale, ze Ty wiesz o czym to ja chcialam ;p I nasuwa mi sie takie stwierdzenie, osobiste dosyc...masz bardzo ciety jezyk i mimo tego, ze czesto racje to forma w jakiej to ludziom podajesz coz...boli (serio!)

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzisz, bardzo nie chcialbym wysteopowac tu w roli jakiegos miedzykulturowego budzika co po trzecim razie wali piacha między jedynki.

    Ale niektore rzeczy po prostu powoli prowadza do tego, że pewnego dnia spoleczesnstwo da ogloszenie do prasy: "Mila, wrazliwa, przyjazdna, Subtelnie urocza i pozytywnie nastawiona do swiata 50milionowa kupa ludzi szuka mezczyzny brutalnego, obcesowego, chama wrecz do bezceremonialnego wykorzstania plciowego. Bicie pasem mile widziane."

    Zamieniamy się w spoleczenstwo ktore oszukuje samo siebie. Zamiast wykorzeniac negatywne emoocje, maskuje je obrzyliwie cukierkowym lukrem. A to wszystko że strachu. Że strachu przed spoleczna inkwizycja, brakiem uznania itp. Na wypadek gdyby ktos nie zauwazyl- wszycy tu jestesmy mili!!! Niewazne że nie jestesmy- klamstwo gora.

    A jak boli kiedy Kokainka pisze- kazde lekarstwo jest niesmaczne. Smaczne nie dzialaja.

    :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Acha i jeszcze jedno- ja nie twierdze że osoby takie nie cierpia naparawde. Cierpia jak kazdy w zalobie od tysiecy lat ludzkiej historii. Zastanawiam się tylko czy to wynicowywanie się emocjonalne jest czescia jakichs nowych spolecznych trendow. WieSz- w latach 80 to byla trumna z miedzianymi okuciami, w 90 że zlotymi raczkami a teraz... FB?

    OdpowiedzUsuń
  7. Kokain, po raz kolejny wyraziłaś dokładnie to, co sama myślę. W sumie trochę tak, jakbym czytała siebie samą. Fajnie fajnie, dzięki :)

    I to ja mam być tym czterdziestolatkiem z oponą, tak? :D Oponę mam, fakt nie do ukrycia, ale no wiesz, czterdzieści lat?! :D Podła! :D
    Chyba że to nie o mnie, to ajmsory :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Spojrzałam dziś w lustro i stwierdzam, że będę się odchudzać! :D Nie może być tak, że nawet przez sieć widać mojego tłuszcza! :D

    OdpowiedzUsuń
  9. A tak by the way -
    piszesz, że Twoi znajomi nawet słowa 'blog' nie usłyszą, że kryjesz tę stronę przed realnymi znajomymi. I tu rodzi się pytanie: a co, jak jednak ktoś z reala wytropi, znajdzie, zacznie czytać i komentować tu, i normalnie, poza klawiaturą? Zmiana adresu, blokada hasłem?

    Jak się czegoś ludziom zabroni, coś zablokuje, to włącza się instynkt myśliwego: tropią, szperają, śledzą, szukają aż znajdą. Ja swoją pisaninę też chronię, kilka osób zna ten adres, ale są to osoby normalne, na których opinii mi w jakiś sposób zależy. W sumie tylko jedna z tych osób czyta mnie regularnie, reszta nie pamięta już adresu, bo podsyłałam tylko link do konkretnego wpisu, ale jakby mnie wyczaiły nie daj Bóg osoby takie i inne, to bym się chyba pochlastała...

    I no właśnie: co, jak już wytropią ci, co nie powinni? Żal tak pierdyknąć wszystko za siebie. Nie mam koncepcji.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz Kasiu, to nawet nie chodzi o to kto z moich znajomych znalazłby bloga. Raczej o to, że można by pomyśleć, że Kokain ma coś do ukrycia czy czegoś się boi. A tak naprawdę, nie mam nic przeciwko póki osoby, które czytają bloga nie biorą do siebie treści, które ich nie dotyczą i nie zamieniają ich w aferę angażującą tłum ludzi, robią z siebie gówniarzy o poziomie emocjonalnym rozhisteryzowanych nastolatków. Zdarzało się więc uznałam, że dzieciom nie daje się do rąk zapałek. Wepchną w dupę i będzie płacz. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. "...bo a nóż ktoś rzuci się nam do gardła, odrzuci owczą skórkę i przekonamy się, że Ten-Tamten to wilk udający przyjaciela." I jeszcze mnie usunie z listy friendow :-P

    OdpowiedzUsuń
  12. No mnie usuneli, wystaw sobie. Aż trzy osoby. Osiwiala od tego moja blond makowka. :) ale wiesz, przenosnia przenosnia ale jak ktos kogo znasz kaze ci się wypchac gownem to ile trzeba żeby wyjAc kose w ciemnym zaulku. Nie za takie rzeczy zarabia się na watrobe w worku. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Az trzy osoby??? Boszszsz... Wspolczuje :-)))

    OdpowiedzUsuń
  14. No, dobrze, że się nie pochalstałam zardzewiałą puchą! :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Sledze sobie i sledze te wszystkie pogaduszki i coraz bardziej zaczyna mi sie wydawac, ze sa gusta i gusciki, problemy i problemiki. Na poczatku tez zastanawialam sie jakie sa "zasady" bloga versus konta na FB i czy naprawde tak bardzo sie od siebie roznia i czy w ogole powinno sie porownywac jedno do drugiego? Niech to pytanie pozostanie owtarte, bo przeciez w gruncie rzeczy dyskusja sprowadza sie nie tylko do tego ze poglady mamy rozne, ale i ze mamy rozne wartosci w naszym zyciu (niektorzy nimi gardza, inni sie nimi zachwycaja) a wszystko dlatego, ze jestesmy w roznych polozeniach i w roznych etapach rozwoju osobistego. Ale czy chodzi tutaj konkretnie o jakas moralna krzywde? Przeciez tak naprawde to nikt nikogo nie zmusza ani do czytania blogow ani do czytania statusow na FB - robimy to z wlasnego wyboru i jesli cos nam sie nie podoba to mozemy przeciez zaprzestac zagladania - jesli mnie pamiec nie myli na fejsie jest nawet opcja, gdzie mozna ukryc statusy wybranych osob. Nie po to aby nagle stac sie slepym i gluchym ale po to aby byc selektywnym w swoich wyborach. Nie chcemy czegos tolerowac, nie musimy ale kazdy z nas ma prawo miec bloga i konto na fejsie i robic z nim co chce w ramach pewnej przyzwoitosci (tu tez zalezy jakie mamy granice i wewnetrzne wartosci)...
    Dorzucam wiec kolejne spojrzenie z wlasnego punktu widzenia, nie twierdzac ze mam uniwersalna racje czy potrzebuje potwierdzenia, ale po to zeby zabrac glos ;) Pozdrawiam wszystkich i Kokainke tez - Jen :)

    OdpowiedzUsuń
  16. ja przepraszam, że nie komponuję się z resztą dyskusji :) ale... jestem całkowiecie ZA i nie bardzo mam co dopowiedzieć :) większość rzeczy, które przyszły mi na myśl, ktoś już wypowiedział :) ale...! ja nie o tym miałam :)
    chciałam powiedzieć, że znalazłam na youtube cudeńko :) które gdy tylko obejrzałam, skojarzyło mi sie z tym blogiem ;> http://www.youtube.com/watch?v=iabAuKv9KPg&feature=related (kojarzy mi się trochę z Twoim podjeściem do życia chyba :) wydajesz się taka... dobra? :D) sama nie wiem :) spadam i pozdrawiam :) (to był tylko pretekst do tego, żeby dać Ci znać, że nie komentowanie nie równa się nie czytaniu moja kochana Kokain ;) ) E.jasisz

    OdpowiedzUsuń
  17. Masz na myśli wywiad z Adele?:) Tam mnie bierze link.

    OdpowiedzUsuń