piątek, 25 listopada 2011

Oda do Sumienia

(...) narzekać narzekamy, ale żeby coś zrobić ku lepszemu, to nikt odważny nie jest! A Kokaina wsadziła kij w mrowisko i dostała po łbie, bo ludzie przestali rozmawiać, dyskutować, argumentować i przedstawiać swoje racje i poglądy.(...) 

Kasia

Kasiu. Ja Cię dzisiaj adoptuję. O ile przyrzekniesz, że nie dodasz mi trzeciej pupy do mycia i sama otworzysz lodówkę żeby wziąć piwo. :*

Patrzcie i drżyjcie wszyscy, którzy mylą życie z sztuczną kończyną jaką sobie montujemy na własną prośbę. Kasia, pewnie to młodość, ma najwyraźniej więcej szczerości i uczciwości w sobie niż wszyscy moi FBznajomi razem wzięci i podniesieni na swoich tronach do kwadratu.

Dziś będzie BARDZO poważnie.

Dlaczego nie cierpię, wręcz nienawidzę kiedy ktoś mówi"odpuść, olej, daj spokój". Bo jestem pieniacz i kocham się kłócić? Bo uwielbiam udowadniać komuś rację? Nie. Ponieważ szlag mnie trafia, wapno mi się lasuje kiedy widzę jak chamstwo i prostactwo kwitnie i mnoży się jak Ebola a ci co cierpią z jego powodu udają wyluzowanych i pokojowo nastawionych chrześcijan, którzy nastawiają drugi policzek. W rzeczywistości nie nastawiają jednak niczego prócz drugiego pośladka do kopniaka. Unikają, uciekają, odwracają głowy od samych siebie i sprzedają swoje istnienie za cenę ciszy i pozornego, biernie osiągniętego zwycięstwa.

Kokain znowu pierdyczeje? A ło! O!

Kokain się budzi. Z każdym dniem zauważa coraz więcej mrocznych ścieżek ludzkiego serca i wprost nie może uwierzyć jak dotąd mogłam dawać oszukiwać się, że ludzkość dąży do poprawy, szuka lekarstwa na raka, hoduje soję, żeby nakarmić głodujących, buduje wspólną Europę dla szczęścia i powodzenia wszystkich...

Kokain walczy z wiatrakami? Kokain walczy o ludzkość?

Walczę o Siebie. Bo jeśli każde z nas odwróci głowę na widok zła uważając, że dobrem jest pobłażanie i udawanie ślepego... gdzie zajdziemy za kolejne 100 lat? Jaki ma to związek z tematem wyjściowym o FB, może okazać się na końcu. Choć pozornie nie ma z nim nic wspólnego, koniec końców czy ważne jest jak ludzie dają się krzywdzić- na masową skalę przez gigantyczne korporacje czy samodzielnie i własnoręcznie waląc łbem w ścianę?

Przecież każde z nas na widok człowieka walącego głową w ścianę próbowałby mu  pomóc. Jeśli nie dałoby się go od ściany odciągnąć to przynajmniej podłożyć mu poduszeczkę! A więc czemu, kiedy widzimy, że ludzie robią sobie sami krzywdę, dla świętego spokoju nazywamy to ich "wolną wolą" czy "wyborem" i patrzymy jak leje się jucha?

Jesteśmy krzywdzeni każdego dnia. Nawet w te dni, które uważamy za dni sukcesów i samych powodzeń.To krzywdy, które tak głęboko wrosły w naszą naturę, że kiedy ktoś nazwie je krzywdami, szeroko otwieramy oczy, żeby zaprotestować, często nawet protestujemy ale chwilę potem odwracamy się, żeby przemyśleć wszystko w kąciku i okazuje się, że... o, coś jest chyba na rzeczy.
Jednak nie bardzo lubimy jak ktoś zdziera z nas ciepła kołderkę bezpieczeństwa i obnaża białe giczki zmuszając do podniesienia się z barłogu, który pozornie jest naszym pięknym, poukładanym życiem.

Jakiś czas temu, 10-50 lat, nieważne ktoś zrobił doświadczenie. Wsadzono żabę do płytkiego pojemnika z wrzątkiem. Żaba wyskoczyła w panice i uratowała życie. Drugą żabę wsadzono do takiego samego pojemnika ale z wodą w temperaturze pokojowej- i podnoszono temperaturę o 1*C co godzinę. Żaba dała się ugotować. Bez prób ucieczki, bez świadomości tego co się stało.  Na miętko.

Dlaczego Żydzi dali się poprowadzić do gazu? I skąd właściwie cała ta żydowska nienawiść? Kiedy w średniowiecznych odmętach historii portugalska para królewska postanowiła odebrać żydom finansową władzę nad kieszeniami ich i szlachty portugalskiej i podjudzała długo i cierpliwie chrześcijan katolickich przeciwko rzeszy żydów, którzy mieszkali w ich kraju i kręcili interesy. Kiedy sytuacja osiągnęła temperaturę rdzenia atomowego, założono Święte Oficjum i pozwolono aby księża zaczęli palić na stosie innowierców pijących krew dzieci. Z powodzeniem działała w Portugalii do 1821 roku i gnębił ludność żydowską w całej Europie, choć oficjalnie Oficjum już nie było i to od 400 lat. Żydzi przyzwyczaili się. Zaakceptowali swoją rolę i przystosowali a rola kozła ofiarnego przestała im przeszkadzać. Kiedy kazali im nosić opaski na ramionach, nie protestowali wejść do gett, nie protestowali, kiedy kazali się spakować i jechać w nieznane przyjęli to jak kolejną formę ucisku z którą można żyć. Kiedy zaprosili do gazu, tuż przed drzwiami nie było już czasu na bunt, wzywanie pomocy. Było już za późno na cokolwiek. Jak żabie.

My też żyjemy w takich czasach. Doskonale rozciągnięta w czasie tortura, której zadaniem jest tak znieczulić ludzi, żeby nie buntowali się kiedy odbierze się im ich najbardziej podstawowe prawa i jeszcze przekona się ich, że wcale ich nie potrzebują.

Dlaczego nie mogę postawić domu gdzie chce? Bo ktoś już posiada tą ziemię na własność.
Dlaczego nie mogę sadzić roślin i hodować zwierząt na skalę, która pozwoli mi utrzymać własną rodzinę?
Dlaczego muszę płacić za najbardziej podstawowe potrzeby skoro nie mam wyboru i nie mogę od nich uciec?
Dlaczego ktoś dyktuje mi gdzie ma iść, gdzie nie mogę iść, którędy mam chodzić, jak mam się zachowywać i ograniczać mi swobody  jako istoty żywej?

Kto powiedział, że Władza ma prawo zażądać pieniędzy za skrawek ziemi, który nigdy nie został jej nadany ale oddany we władanie przez ludzi? Kto powiedział, że muszę iść do sklepu i kupować jedzenie wyprodukowane dla mnie, skoro nie mam żadnego innego wyboru? Dlaczego zdrowe alternatywy są trudno dostępne i drogie skoro to one mogą zapewnić mi zdrowie i dobre samopoczucie? Dlaczego prawo do dobrego odżywiania się mają ludzi bogaci ale nie biedni? Dlaczego muszę płacić za dostęp do czystej wody i nie pozostawia mi się żadnego wyboru? Dlaczego ktokolwiek twierdzi, że ma prawo do ujęcia wody, która należy do Ziemi, czyli do nas. Czy zastanawialiście się kiedyś dlaczego płacimy za wodę? Za co właściwie płacimy? Za usługę oczyszczenia powiecie. Oczyszczenia z czego? Z zanieczyszczeń, których dokonuje przemysł. Za dostarczenie, powiecie. Dostarczenie czegoś co znajduje się prawie wszędzie, nie tak głęboko pod powierzchnią ziemi. Za obsługę? Obsługę usługi dostarczenia i oczyszczenia czegoś co nie tylko nie my zanieczyściliśmy ale czegoś co z definicji życia jest niezbędne do jego podtrzymania!. Woda jest częścią Ziemi, tak samo jak my i pytam się wiec jakim prawem ktokolwiek zakłada kurek na element natury, robi z niego twór prawny i nie pozostawia żadnej alternatywy? Skąd zdobyć pitną wodę w sytuacji kiedy zostajesz bezdomny lub bez pieniędzy? Z umywalki w markecie?

Takie pytania można by mnożyć w nieskończoność. Ale to nie czcze pytania i gdybania ale powód agresji, niesprawiedliwości, nienawiści na całym świecie i źródło wszelkiego możliwego przestępstwa. W moim pojęciu, przestępstwem nie jest to co czyni człowiek aby sprostać rzeczywistości, wszystko co zmusza człowieka do płacenia za dobra ceny nieadekwatnej do ich wartości, nie dając mu alternatywy zdobycia tego dobra w inny sposób. 

Jedzenie. Żeby jeść, musisz pracować. Musisz stać się czyimś niewolnikiem i zarabiać pieniądze, inaczej... umierasz z głodu. W świecie w którym za rogiem ktoś napycha sobie kichy homarem, idzie człowiek, którego nie stać na kanapkę z masłem bo stracił pracę. Czy to czy człowiek pracuje decyduje o tym kto może a kto nie może umrzeć z głodu? Jak każda żywa istota, mamy niezbywalne prawo do życia, zdobywania pożywienia i jego ochrony. Natomiast współczesny świat skonstruował gigantyczny labirynt zasad, praw i obowiązków, które żywa istota musi wypełnić, żeby zdobyć prawo do istnienia. Prawo, które nabyło od Natury w chwili narodzin.

Gdybyśmy stali się bardziej świadomi wszystkich ograniczeń nadanych nam przed Władze- świat z miejsca stałby się miejscem strasznym i zagrażającym naszemu istnieniu.

Widzę drobne różnice pomiędzy nami a Brytyjczykami kiedy np. tłumaczę się, że to pogwałcenie mojego prawa do wolności, kiedy docieram na piechotę 20m za ostatni budynek mieszkalny  i okazuje się, że tam chodnik się kończy i jedyną drogą jaką mogę dojść do następnej wsi jest albo piechotą, szosą, bez pobocza albo autem. Posiadanie auta wpędza mnie automatycznie w karuzelę zależności i konieczności. Inny wybór stawia mnie przed ryzykiem utraty życia lub zdrowia pod kołami przejeżdżających aut. A na przełaj się nie da, bo pola wszystkie są czyjeś, ogrodzone, podzielone, zabronione. Patrzą na mnie bez zrozumienia i biernie potakują choć widzę wyraźnie, że nie umieją odpowiedzieć na postawione tak argumenty. Ich świat wmówił im dawno, że wolność kupuje się za pieniądze. Wyjazd na Gran Canaria, w Alpy czy rejs statkiem po morzu- to jest wolność- bezpieczna, z toaletą na miejscu i posiłkami w stałych porach.

Ich poczucie indywidualnej tożsamości jest już tak znikome, że nie czują potrzeby przebierania się w uniformy robocze po pojawieniu się w pracy ale idą do pracy już przebrani- za swoje życiowe role: pielęgniarki, listonosza, kasjera. nie przebierają się również i po pracy. Robią zakupy, idą na miasto, odbierają dzieci, nadal poprzebierani, jakby to jaki noszą uniform mówiło coś o nich samych.

Stąd tyle przypadków psychicznych tortur jakim ulegają dzieci w szkołach i liceach. Tak bardzo wierzą w owczy pęd, że jakiekolwiek odstępstwa o normy, która nie jest normalna, powoduje agresję i fale nienawiści. Młody człowiek jest zmuszony przez otoczenie do przybrania pewnego kształtu społecznego- obłego, grzecznego, potulnego, posłusznego manekina, który nie pyta siebie samego o słuszność swoich działań ale czeka na potwierdzenie i akceptację z zewnątrz- na odpowiedź tłumu. Z czasem, nieumiejętność rozmawiania z samym sobą i unikanie patrzenia w lustro, w głab samego siebie przeradza się w strach przed utrzymywaniem swojej indywidualności przy życiu. I wtedy właśnie Społeczeństwo zaczyna przejmować funkcję moralności, sumienia, wewnętrznego drogowskazu, drogi serca.

Jest wiele prymitywnych robaków oraz muchy, które nie posiadają aparatu potrzebnego do zagarniania jedzenia do jamy gębowej. Gdyby nie natura, umarłyby z głodu. Żeby zjeść wynicowują więc swoje żołądki na zewnątrz ciała i oblewają padlinę sokami żołądkowymi, czekają aż zostaną strawione i wciągają żołądki z powrotem do jamy ciała. Z takim Społeczeństwem jest identycznie i równie obrzydliwie. Zdolność do komunikowania się z sobą samym jest w zaniku, osoby nie posiadają aparatu do ocenienia czy to jak postępuję jest dobre czy złe, nie umieją pobrać rzeczywistości do siebie, tam jej "przetrawić" i zachować wniosków dla siebie. Żeby przeżyć i utrzymać swój status bycia częścią Społeczeństwa muszą wynicować swoje emocje na zewnątrz, obnażyć je przed widownią, która przemieli, osądzi, zalajkuje i wtedy można poczuć, że jest się częścią czegoś wielkiego. Emocjonalny ekshibicjonizm na potrzeby przeżycia.

Czymś Wielkim jestem JA, JA w środku, prawdziwe moje i tylko moje sedno, które nie potrzebuje społecznej akceptacji, które chce próbkować i oceniać, odrzucając to co złe i korzystać z tego co dobre. To wymaga siły i odwagi życiowej, żeby nie chlipać w kąciku, gdzie wypluwane są osoby, które myślą i mają czelność wypowiadać się o tym głośno. Był taki czas kiedy się tym przejmowałam. W Liceum, kiedy należałam do nielicznej grupy połamańców życiowych i tych, co stali kością w gardle reszty klasy. Nauczyłam się wtedy, że to czy zaakceptuje mnie ten czy tamta nie ma żadnego znaczenia. Za dwie godziny pójdę do domu, jutro będzie nowy dzień a za rok zacznie się prawdziwe życie i prawdopodobnie już nigdy nie spotkam żadnego z nich na swojej drodze.
Dziś mam to głęboko w dupie czy komuś podoba się moje podejście czy nie. Nie akceptuję odpowiedzi: "Bo tak trzeba, bo ktoś wie lepiej.", "Bo ty się tym nie musisz przejmować. Zrób jak każą". "Ty tego nie musisz kwestionować, do szczęścia ci to nie potrzebne". Jedni oceniaj swoje ie po ilości zdobytych lajków, inni po obfitości portfela czy osiagnięciach dzieci nie swoich. Bardzo mało osób potrafi dziś oceniać coś miarą wartości swojego serca i sumienia.



Społeczeństwa wysoko rozwinięte nie uczą swoich obywateli patrzeć daleko w przyszłość bo ludzie nabraliby zbyt dużego dystansu do Systemu w którym żyją. Przekonują ich, że to co tu i teraz jest najważniejsze ale jeszcze ważniejsze jest to co dzieje się wokół. Nie Tobie samym. Proteza rzeczywistości staje się z czasem niewidoczna i tylko osoby z zewnątrz, jak np. Polacy w UK widzą, jak bardzo różnią się nasze społeczeństwa. Choć sami nie są lepsi. Ich robak co drąży kiszkę ma po prostu inny wzorek.

W tym wszystkich FaceBook staje się narzędziem władzy. Nie żadną rozrywkową platformą do gdakania o pierdołach. To potężne narzędzie władzy i kontroli, perpetuum mobile, machina raz puszczona w ruch, świetnie napędzana przez samo Społeczeństwo. Zabiera czas, oddala od codziennych zajęć i rodziny, zastępuje potrzeby komunikacji werbalnej w 100%, znosi potrzebę używania telefonów, pisania listów, spotykania się z ludźmi w realu. Odbiera pieniądze bo albo nie robimy czegoś co mogłoby nam przynieść zysk albo tracimy pieniądze na dopompowywanie kredytów w płatne gierki o chowaniu wirtualnych krów. Staje się formą narodowego pręgierza, placu na którym zbiera się tłuszcza i OCENIA/DOCENIA- głębokość żałoby, słuszność wyboru tych a nie innych butów na obcasie, wybór miejsca wakacji, nowy kolor pasemek, rozległość siniaków zarobionych na boisku... A Społeczeństwo oddaje swoją wolność na rzecz akceptacji masy nieistotnych dla siebie osób.Zamiast szukać w Sieci wiadomości, które mogłyby poprawić jakość naszego życia, kręcimy się w kółko po Naszych Klasach, FaceBookach, MySpace'ach wypełniając myśli sieczką .... w obawie przed chwilą w której zapadnie krępująca cisza, kiedy w cichym pokoju zostaniemy sami, twarzą w twarz z własną pokrzywioną osobowością, która spojrzy na nas krzywo, jednym okiem niebieskim a drugim szklanym i powie: "Ty skurrrr....khe khe he heekehe!!!.."

Więc wrogiem jest każdy, kto w tę grę nie gra. Każdy, kto zapyta po co to robimy, dlaczego, jakie są wasze pobudki?.... Zagraża istnieniu społecznej tożsamości nadmuchanej ego, próżnością i panicznym lękiem przed utratą akceptacji.

W całym tym systemie zniewolenia na które przystajemy bo nie umiemy go zakwestionować, nawet najdrobniejsze przejawy wolności osobistej sprzedajemy z własnej woli, nieprzymuszeni, ciągnięci w wir obłudy, kłamstw i gry pozorów. Na samo dno.

"Oby się moje słowa w gówno obróciły", mawiała moja PraBabcia, chociaż i tak wiedziała, że w co jak w co ale w gówno się nie obrócą, bo ma rację. Pewnego dnia obudzimy się w świecie, w którym słowo "wolność" będzie tłumaczone przez dzieci jako ciężka, przewlekła choroba umysłowa, która powodowała, że chore jednostki wchodziły na tzw. barykady żeby dać się zastrzelić i dłużej już się nie męczyć.

32 komentarze:

  1. Ładna utopia. Jak komunizm w czystej, nieskarzonej stalinem, postaci. Nie będę się rozwodzić bo z większością się zgadzam. Mam tylko zgrzyt co do przytoczonej jako przykład wody. Bo nie wszędzie i nie łatwo. Ale to tylko kropla z morza ciekawych przemyśleń.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powarkiwania Nullego prosze traktowac jak proby 123 w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie dlaczego komentarze podpisane kontem wujcia googla nie wskakuja na bloGa. Już wiemy- Gill to odpowiedz na twoje pytanie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bona- tak naprawdę dobra naturalne, o ile ich wydobywanie nie wiaze się z olbrzymimi nakladami pienieznymi czy niebezpieczenstwem produkcji powinne być oferowane w dwoch postaciach- w wypadku wody jako dobro dostarczane do domow lub z wyboru w postaci ujecia wody w kazdej zamieszkalej osadzie. W czasach komuny byly pompy glebinowe na kazdym kroku. W wypadku awarii, kazdy mial do nich dostep. Po komunie szybko polikwidowali nie pozostawiajac nikomu wyboru- WodKan albo smierc.

    My jeszcze ok ale w USA dodaje się do wody fluor, wbrew zaleceniom substancje toksyczna przy dlugotrwalym uzyciu. I nie masz wyboru- leci z kranu i koniec!

    OdpowiedzUsuń
  4. dobra to co proponujesz? Jakis program? Petycja? Cokolwiek? Bo w sumie skoro tak juz na te barykady isc to chyba z jakims konkretnym pomyslem co? I czy przypadkiem jesli juz ta wolnosc prawdziwa uzyskamy to nie stanie sie tak, ze nie bedziemy potrafili w niej zyc? Moze sie czepiam widocznie duzo we mnie zydowskiej krwi;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Wmawiają nam ,że coś jest cool, nowoczesne,doskonałe ,i tak ogłupia się społeczeństwo , jeżeli do tego doda się badziewne seriale , tańce na lodzie , to czego chcesz więcej.Kto kontynuuje dziś prawdziwe życie rodzinne ,rozmowy z dziećmi,znajomymi,bez frazesów i słodzeń.Gnamy za tym by się utrzymać ,by mieć jedzenie i zapewnić wykształcenie dzieciom(o ile się je ma).Głównym ogłupiaczem jest telewizja , a jak wiadomo zawsze jakaś partia nią steruje , nieliczni szukają alternatywnych wiadomości , większość co usłyszy bierze za prawdę.Zastanawiałaś się kiedyś jak to możliwe że po koszmarze II wojny , "świat" patrzył na ludobójstwo w byłej Jugosławi, Czeczeni,Gruzji nie mówiąc już o masakrach w Afryce. Jak możemy żyć w XXI wieku i patrzeć na śmierci z głodu i pragnienia w Afryce. Gdzie podziało się człowieczeństwo ?Żyjemy jak w starożytnym Rzymie i potrzebujemy tylko chleba i igrzysk(telewizji,nk,fb i jakiś szmatławców).Jaka jednostka jest w stanie to zmienić?My w 1980 r też uwierzyliśmy że idą zmiany na lepsze , wiesz jak to się skończyło i sama zostałaś zmuszona szukać lepszego życia w U.K. Nam w kraju serwuje się teraz nowe androny pt"marzenia i tajemnice" autorstwa p.Danuty W.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiedzmo- Susel mowi Ci tak: "Nie potrzebujesz robic zadnej zmiany. Zmiana ma nastapic w Tobie". Jak się dobrze zastanowisz, tylko tyle wystarczy, żeby dokonac cudow. A jak wiecej osob się temu podda... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaczęłam się nad tym zastanawiać, gdy kilka lat temu obejrzałam pierwszą część "Zeitgeista". Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Dążenie do oderwania od tego systemu nie jest łatwe. Co więcej - niemożliwe niemal, biorąc pod uwagę uzależnienie człowieka od systemu monetarnego, będącego oczywistą bzdurą na dłuższą metę. Pytanie, co gorsze? Wiedzieć, co naprawdę się dzieje, czy pozostawać w błogiej nieświadomości? Co lepsze? Świadomy niewolnik, mnący codziennie w ustach gorzkie słowa, czy ten, który myśli, że jest wolny?

    OdpowiedzUsuń
  8. Kokain, ja już się czuję adoptowana < 3
    A piwo zawsze biorę sama, i jeszcze serwuję takie odpowiednio schłodzone, ha! :D :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Uno- "rrr" to nie jest komentarz merytoryczny więc się nie przejmuję. Ty widzisz kim jestem (teoretycznie) więc "szafa gra".
    Due - co do wody - ja się tylko nie zgodziłam że wszędzie jest dostępna. Że chlorowana i inaczej ubarwiana jest to zupełnie inna bajka. Wiadomo, że wyboru jaką chcesz pić nie masz chyba, że zainwestujesz w mineralną. Ale to abstrakcja :) A pozostają w temacie wody - w Grecji jest na tyle "czysta" woda w kranie, że można ją pić bez filtrowania i przetwarzania. Ale to najgorsza woda jaką piłam w życiu. Ohyda.
    Tre - hipotetycznie wszyscy odrywają się od społeczeństwa. Hipotetycznie stawiają domy gdzie chcą. Hipotetycznie od razu odgradzają się palikami "to MOJE" (bo postawią, każdy chce mieć poczucie bezpieczeństwa a wyznaczanie granic jest jednym ze sposobów jego osiągnięcia) hipotetycznie do czego to doprowadzi?
    Jako hipotetyczną odpowiedź postawię za przykład dzikie stany typu Arizona i inne takie środkowo-południowe (najpierw strzela potem pyta po co zapukałeś do drzwi). Bo tam, w młodych czasach stanów zjednoczonych, była ta wolność, którą opisałaś. Hipotetycznie każdy na początku sobie będzie pomagać, ale zawsze w społeczeństwie znajdzie się taki Billy Kid i jemu podobni. I koło się zatoczy. I znów będzie tak samo. Jak w Dniu Świstaka.
    Dlatego nie chcę, aby ktoś się na mnie rzucił z pazurami, ale HIPOTETYCZNA utopia, którą opisałaś nie wytrzymałaby próby czasu. Hipotetycznie za następne 500lat pojawi się Kokainka'bis i będzie głosić te same teorie. I nadal chcę czytać twoje przemyślenia dlatego też mnie stąd nie wyrzucajcie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bona! Ale ja nic nie mowie! No a "rrrr" to jak pisalam proby Susla w wykminieniu dlaczego zniknal jego komc, ktorego pstryczyl siedzac w pracy i ryzykujac przylapanie! Pisaam wyzej.

    Teraz tak: kazda z dotychczasowych okresow w historii wolnosci/zniewolenia nie powinny być brane pod uwage bo byly jedynie sTopniami w drodze do tego czym się wlsnie stajemy. Czlowiek nigdy jeszcze nie byl wolny, w calej swojej historii. Tym bardziej teraz kiedy nasza klatka ma cienkie, pozlacane prety a jedzenie jest ok. Wystarczy warknac na reke ktora wklada miske żeby się przekonac że cienkie prety sa rownie twarde co kraty w Bastylii.

    To o czym mowie to nie ma być zmiana zachowan wzgledem innych ale gruntowna zmiana zachowania wzgledem samych siebie. Jeśli nauczymy się szczerosci, otwartosci, przestaniemy zamykac oczy na wszystko to o czym pisalam i zgadzac się na wszystko- w naszym swiecie pojawi się miejsce na CIEBIE. Nie trzeba rozkladac szeroko ramion, żeby się nalapac wiatru.

    Ostatnio gdzies slyszelismy taka anegdotke: weszla do McDonalda wycieczka z Tybetu. Rzucili się na jedzenie zachodnie, po kubku cocacoli w kazdym rozmiarze, stosy frytek, wszysktkie rodzaje kanapek i deserow. W tlumie wycieczki byl mnich. Usiadl sobie skromniutko, zlozyl raczki na podolku, patrzy i usmiecha się lagodnie. Zapytany co chcialby zamowic, odpowiedzial
    -hamburgera. Ale że wszystkim.

    Cdn

    OdpowiedzUsuń
  11. Chodzi o to, że napawaniem się zyciem to nie probowanie wszystkiego czego się da,zagarnianie i proba przezycia jak najwiecej.


    Mnich chcial malo- ale intensywnie. Bo nawet krotka chwila z hamburgerem ale że wszystkim jest lepsza niż wszystko z niczym.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie wiem, czy zrozumiałaś dobrze moją myśl - Stany na samym początku (pomijając sprawę rdzennych mieszkańców) nie były złym założeniem. Tam ludzie wyjeżdżali szukać szczęścia. Wolności. I tak było u zarania. "Każdy człowiek jest równy wobec Boga". Tylko upośledzone jednostki tegoż społeczeństwa zniszczyły utopię. I to samo zniszczyło utopijną komunę. Zauważyłaś podobieństwo? To samo można przeczytać we "Władcach much" i w filmie z DiCaprio, jeżeli dobrze pamiętam to "Wyspa", ale nie jestem pewna. Absolutnie nie mam na myśli, że wolność jednostki do decydowania o sobie jest utopią. Choć może...
    Tak czy inaczej jak pisałam w pierwszym komentarzu Twoje przemyślenia mi się podobają, ale kijem Wisły nie zawrócisz. Za naszych czasów społeczeństwo oczu nie otworzy. Ale nie przestawaj o tym mówić. Przynajmniej ktoś to robi.

    OdpowiedzUsuń
  13. O, wycięło moje "(znacząco drapię się po głowie)"! Skandaliczne :) Wycięło po słowach "Choć może..."

    OdpowiedzUsuń
  14. Niby pragniemy wolności,ale dla większości wygodniejszym jest życie w ramach szeroko pojętego systemu - wtedy o wielu rzeczach nie trzeba decydować, wystarczy się dostosować i za dużo nie myśleć.Gorzkie to ale prawdziwe.
    A na razie śledzę wynik meczu Izrael vs. Iran.Może być gorąco.Nawet bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  15. O właśnie! Anonim ujął w słowa moje myśli!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kokain, napiszę Ci tak - czytam 28 blogów, ale Twojego zawsze jako pierwszego. Nigdy się zmieniaj. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Oblezly mnie Dzieciusie, wiec na razie napisze tylko, skromniam rzesami i krece bucikiem dziurke w podlodze.

    OdpowiedzUsuń
  18. Syn mi podpowiada, ze mozna sie zawsze zapisac do anonymusow ;P

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobra. Nadal, mam wrażenie, nie dotykamy sedna sprawy o której piszę. Początki Ameryki, czysty komunizm to nadal pewne systemy rządzenia, oparte na pewnych odgórnych założeniach, nadal sztuczne i wymuszone, skłaniające ludzi do postępowania wg z góry ustalonych zasad. Do USA uciekali ludzie, którzy w Europie zakończyli swoja karierę z długami czy wyrokami na karku i chęcią prowadzenia życia pełnego przygód, zdobywania i posiadania wszystkiego tego czego nie posiadał sąsiad. Po trupach swoich i Indian. W kiełkującej Ameryce nie było nic z wolności, raczej duzo z rozpasanej żądzy przygód i pieniędzy.
    Komuna natomiast mówiła o własności wspólnej i dążeniu do oddania władzy ludowi jednak ludzka natura nie była w stanie znieść faktu, że ktoś może miec tyle samo co ja a wszyscy razem za mało do szczęścia.

    W obu tych przykładach chodziło o zaspokajanie ego. W żadnym z tych systemów nie było mowy o zmianie duchowej. Głębokiej przemianie od środka. Duchowośc tylko przeszkadzała w osiąganiu celów.

    To o czym mówię to siła z wnętrza, która pozwala buddyjskim mnichom medytować tygodniami bez uszczerbku dla ciała, kontrolować swoje ciało i mieć wpływ na rzeczywistość fizyczną. To siła, która pozwala trwać ucieśnionemu narodowi tybetańskiemu trwać przy swoim duchowym przywódcy, który nigdy nie splamił się agresją czy chęcią odwetu za doznane krzywdy. Naród nie potrzebujący władcy a jedynie duchowego przewodnika? I to tyle?
    A wyznawcy Zen? Wyciszeni, prości, subtelni w postrzeganiu świata wewnętrznego i zewnętrznego, widzący życie w każdym elemencie Natury i utożsamiający się z jej najdrobniejszą cząstką. Do niczego nie dążący, niczego nie udający, prawdziwi, żyjący w pokoju z własną naturą.

    O takiej przemianie mówię. Póki rozmawiamy o systemach politycznych, rozmowa toczy się na nie tej co trzeba płaszczyźnie.

    Za naszego życia pewnie jeszcze nie. Ale jeśli mówię o przebudzeniu to takim, w którym osoba zdaje sobie sprawę z ograniczeń jakie się mu narzuca i którym ulega i dochodząca do wniosku, że prawdziwa wartość człowieka drzemie w nim samym. Od tego wystarczy zacząć, sama zmieni się sama.

    OdpowiedzUsuń
  20. droga Kokain , nie wiem czy czytasz blog Biszopa pt"zapiski z granitowego miasta " na onet.pl. Co myślisz o tym ;08 kwietnia 2008
    Tybetofile



    Przez świat przewala się fala oburzenia i sprzeciwu wobec tego co Chińczycy wyprawiają w Tybecie. Telewizja pokazuje mrożące krew w żyłach obrazy uzbrojonych po zęby policjantów masakrujących Bogu ducha winnych mnichów. Od RPA po Alaskę tłumy ludzi dają wyraz swojemu wzburzeniu, a kolejne rządy wzywają do bojkotu Olimpiady w Pekinie.

    A mnie ogarnia pusty śmiech…

    Zastanawiam się ilu tybetofilów zdaje sobie sprawę z tego jak wyglądał Tybet przed zaanektowaniem przez Chiny w 1959 roku.

    W świadomości społecznej dominuje obraz Tybetu jako sielskiej krainy zamieszkanej przez uduchowionych mnichów, którym życie upływa na medytacjach i modlitwach. Są buddystami, a więc są pokojowo nastawieni do wszystkiego i wszystkich. Prędzej taki dokonałby samospalenia niż skrzywdził muchę. Po prostu raj na Ziemi.

    G….no prawda!

    Przed 1959 rokiem w Tybecie panowała feudalna teokracja, przy której północnokoreański zamordyzm chowa się i okopuje.

    Większość ziemi uprawnej należała do klasztorów oraz świeckich właścicieli. Obrabiali ją chłopi pańszczyźniani – warstwa społeczna pozbawiona praktycznie jakichkolwiek praw. Jeden z klasztorów – Drepung, był jednym z największych właścicieli ziemskich na świecie. Na jego polach i pastwiskach pracowało 25 tysięcy chłopów i 16 tysięcy pastuchów. Mnisi oprócz medytacji oddawali się także gromadzeniu dóbr jak najbardziej doczesnych – kwitł wśród nich handel i pożyczanie kasy na procent.

    Świecka arystokracja też miała się nieźle. Szef sztabu armii tybetańskiej miał ponad 4000 kilometrów kwadratowych (400 000 hektarów) ziemi, na której pracowało za darmo 3500 chłopów pańszczyźnianych.

    Tak, tak, drodzy tybetofile! Wbrew głoszonym przez Was bzdurom jakoby Tybet był państwem bez armii i policji, które były tam zupełnie zbędne, ponieważ wszyscy mieszkańcy dobrowolnie przestrzegali praw karmy, takowa armia istniała. Służyła głównie do ścigania zbiegłych chłopów pańszczyźnianych.

    Mali chłopcy byli zabierani chłopskim rodzinom i wysyłani do klasztorów, gdzie spędzali resztę życia. Molestowanie seksualne było tam na porządku dziennym.

    Jak wspomniałem, chłopi pańszczyźniani - najliczniejsza warstwa społeczna, byli pozbawieni niemal wszelkich praw. Życie upływało im na uprawie cudzej ziemi i pracach (nieodpłatnych oczywiście) na rzecz klasztoru lub świeckiego właściciela. Lama lub świecki arystokrata mówił im co mają uprawiać i jakie zwierzęta hodować. Nie mogli się nawet pobrać bez jego zgody. Mogli za to zostać bez ceregieli rozdzieleni z rodziną. Wystarczyło, że lama postanowił pożyczyć ich albo podarować swojemu kumplowi mieszkającemu na drugim końcu kraju.

    Jakby tego było mało – chłopi płacili olbrzymie podatki. A opodatkowane było dosłownie wszystko – od posadzenia drzewa we własnym ogrodzie, aż po... bycie bezrobotnym. By udać się do innej wioski w celu znalezienia pracy należało zapłacić podatek podróżny. Klasztory chętnie pożyczały chłopom kasę, oczywiście na wysoki procent. Jeśli chłop nie mógł spłacić długu (który przechodził na jego dzieci i wnuki) stawał się niewolnikiem. Ten stan był dziedziczny.

    Religia buddyjska doskonale tłumaczyła ten stan rzeczy. Chłopom i niewolnikom wmawiano, że ich niedola jest skutkiem zbrodni popełnionych przez nich w poprzednim życiu. Lamowie i świecka arystokracja usprawiedliwiali zaś swoje dolce vita bliżej nieokreślonymi zasługami jakimi wsławili się w poprzednich wcieleniach.

    Chłopi pańszczyźniani próbowali czasem uciekać od bezlitosnych wyzyskiwaczy. Złapanych czekał straszliwy los. Najczęściej stosowanymi karami było wyłupywanie oczu, wyrywanie języka i amputacje kończyn. Stuart i Roma Gelder podczas swojej podróży po Tybecie w latach 60-tych ubiegłego wieku spotkali wieśniaka, którego lokalny lama ukarał za drobną kradzież wyłupieniem oczu i obcięciem ręki.

    OdpowiedzUsuń
  21. i ciąg dalszy:

    Buddyzm zakazuje zabijania, więc zbiegów często biczowano do nieprzytomności i zostawiano na mrozie.

    Nic dziwnego, że większość Tybetańczyków potraktowała chińską okupację jako wyzwolenie.

    Chińczycy znieśli niewolnictwo, pańszczyznę, wprowadzili powszechną edukację i opiekę zdrowotną oraz zlikwidowali absurdalne podatki. Zelektryfikowali Lhasę i założyli tam wodociąg. Ich wejście oznaczało oczywiście koniec świata dla wszechwładnych dotąd lamów, którzy na czele z Dalaj Lamą (któremu w ucieczce pomogła CIA) dali dyla do Indii. A tam ku swojemu przerażeniu odkryli, że muszą pracować na swoje utrzymanie.

    Dalaj Lama twierdzi, że podczas chińskiej okupacji straciło życie ponad milion dwieście tysięcy Tybetańczyków. Ciekawe, skoro spis powszechny sporządzony sześć lat wcześniej określił liczbę Tybetańczyków na 1 274 000… Znaczy się, do nogi ich wybili, tak?

    Pomyślcie więc trochę, drodzy tybetofile, zanim chwycicie gaśnicę i pognacie za kolesiem z pochodnią. Skierujcie strumień raczej na Wasze głowy. Może wtedy ochłoniecie…

    Lektura obowiązkowa:

    "Friendly Feudalism: The Tibet Myth"
    Biszop (01:35)

    pozwoliłam sobie skopiować jego wypowiedz , co o tym myślisz?

    OdpowiedzUsuń
  22. Nie wypowiem się poki sama nie pogrzebie i nie dowiem się wiecej. Rownie dobrze mozna uznac, że jest to forma propagandy ulatwiajacej utrzymanie sytuacji Tybetu.

    Ogladalam kiedys material o tym jak Tybetanskie rodziny oddaja swoich chlopcow w rece zaufanych ludzi, ktorzy przemycaja ich do Chin gdzie organizuja im podziemna edukacje a potem mozliwosc powrotu do ojczyzny bo maja nadzieje że intelektualna (czytata i pisata) elita, ktora z nich wyrosnie bedzie walczyc o wolny Tybet.

    Od kiedy Chiny daja komukolwiek edukacje za darmo skoro tylko jedno dziecko w rodzinie ma przydzial na szkole? I jeśli edukacja bylaby powszechna, po co byloby oddawac dzieci w obce rece, żeby uczyly się z dala od domu?

    Jeśli Tybet jest tak wolny to dlaczego podczas tych ucieczek i przemytow rocznie ginie od strzalow granicZnikow i morozu do 50 chlopcow? Z Tybetu wolnego nie uciekali. Z chinskiego uciekaja. Czesc Chin a pod bronia.

    No i wracamy do tego samego- żadna forma politycznego porzadku nie dajE ludziom wolnosci. Dla nich nasze zasady sa absurdalne, dla nas ich skandaliczne. Nie roznimy się tak bardzo tylko dlatego, że nasz wyzysk skonczyl się 100 lat temu. Ale czy naprawdę się skonczyl czy tylko zmienil nazwe?

    OdpowiedzUsuń
  23. jak coś znajdziesz , to daj znać , być może jest to propaganda chińczyków , a może smutna prawda

    OdpowiedzUsuń
  24. Ciekawe... Hm.
    A wracając do naszej dyskusji - widzisz, twoja odpowiedź na moje pytanie trochę przejaśniła mi całość. W głównej notce sporo pisałaś o dobrach materialnych dlatego na nich się skupiłam. A Twoje przemyślenia mi się podobają. A retorycznie zadam pytanie - czy lepiej się przebudzić czy nie? Bo może być jak w kultowym filmie sf z lat '90 - Matrixie. Przebudzili się i w sumie było jeszcze gorzej... Nie nie - nie że zyskali wolność, ale raczej właśnie o tym co pisałaś - jak mały mieli wybór co dalej.

    OdpowiedzUsuń
  25. Anonimowy- nie mam w tej chwili zbyt dużo czasu na poszukiwania informacji (świateczne prezenty i zamówienia na szydełku się mnożą) ale dużo myślałam o tym co zacytowałeś. Nie chcę tu denominować autora Granitowego Miasta ale zapomniał o kilku bardzo ważnych kwestiach, które nawet bez dodatkowych poszukiwań mogą rzucić nieco światła na prawdziwe oblicze Tybetu.

    Bardzo trudno jest zbudować niezależne, bogate i dobrze prosperujące państwo na Wyżynie Tybetańskiej. Ponieważ średnia wysokość n.p.m. to prawie 8000m, klimat jest tak surowy, że prócz trawska i rzadkich lasów ne rośnie tam praktycznie nic jadalnego. Z całego olbrzywiemiego obszaru Tybetu z a l e d w i e 0,5% nadaje się pod uprawy i to z tamtąd, z dlony Brahamputry pochodzi cała żywność hodowana w Tybecie. Reszta opiera się na hodowli alpak z których jest mleko, mięso, wełna i to co tak świat kocha najbardziej- sweterki i szaliczki kaszmirowe. Za które hodowca dostaje dolara a szaliczek jest sprzedawany w londyńskim Harrodsie za 13 000 funtów.

    Na bazie tak skąpych zasobów naturalnych, bo nie ma tam węgla, rud metali etc, a nawet dobrze płynącej wody bo deszcze roczne są bardzo skąpe, temperatury dobowe potrafią skakać od 0 w nocy do 35*c w dzień letni, nie ma mowy o tym, żeby każdy Tybetańczyk miał skrawek własnej ziemi, uprawiał ją sam i utrzymywał rodzinę. Musieli się więc zcentralizować i stworzyć system pracy, prymitywny bo prymitywny ale oparty na wspólnym obrabianiu skrawka ziemi i gromadzeniu zbiorów "pod jednym dachem". To że u Lamy to kwestia organizacji. U nas były silosy w PGRach, u nich były składy u Lamy.

    NIe twierdzę, że to co napisano w Granitowym mieście jednak to nieprawda ale śmiem sądzić, że to raczej zdecydowanie chińska propaganda ajkiej przykłady doskonale znamy z własnej historii. Trzeba było wmówić wszystkim, że Tybet to działka Wujka Samo zło, żeby uzasadnić swoją agresję i odebranie kraju narodowi. Skąd to znamy? A stąd, że kapitalizm był to robak trawiący trzewia narodu, zepsucie i marnota. guma Donald powoduje raka a telewizja zabija. Bo tak pamiętamy przecież opowieści o krajach Zachodu z czasów kiedy Pszczółka Maja leciała w czarno-białym odbiorniku.

    W społeczeństwie tak głęboko opartym na rozwoju duchowości, gdzie trudno wykarmić gęby z marnego przydziału, oddanie dziecka do klasztoru było pewnie ulga dla rodziny ale i zaszczytem- znowu jak i u nas, gdzie niejednokrotnie rodziny przez lata zbierają profity z tego, że w rodzinie znalazł się ksiądz.

    Wbrew woli rodziców? Pamiętajmy, że Azjaci, niezależnie od kraju z którego pochodzą, całkiem inaczej definiują pojęcie rodziny. U nich nie jest to nadrzędna jednostka budująca społeczeństwo i niestety/stety nie prowadzą polityki emocjonalno-rodzinnej.

    A więc sądzę, że autor spojrzał na problem w zbyt zachodni sposób, bez zastanowienia nad warunkami naturalnymi Tybetu, które najbardziej warunkują życie właśnie prostych społeczeństw.

    I ostatnia rzecz- tortury jakie zadają Chińczycy Tybetańczykom czy swego czasu obywatelom Hong Kongu jakoś do złudzenia przypominają te, które zarzuca się Lamom. W którą stronę do działa? HM? ;)

    OdpowiedzUsuń
  26. BonaLisa- Pisałam głownie o kwestaich materialnych bo nikt nie zrobi kroku w górę bez zrobienia kroku w przód. :) Do drabiny trzeba podejść. :)

    Chodzi o to, że w rozmowie z takimi ludźmi jak ci z FB, jak grochem o ścianę można walić tłumacząc zasadę działania ego, powinność w poszukiwaniu swojego Prawdziwego Ja, jeśli dla nich świat zaczyna się i kończy tam gdzie jego kawałek podłogi. Tak wielu ludzi odeszło całkowicie od jakiejkolwiek religii, że nie potrafią już odróżnić dobra od zła póki ktoś im nie wybije szyby w oknie.

    Takich ludzi bardzo trudno jest obudzić. A co dopiero mówić o tym, że poza tym przebudzeniem leży to właściwe. Skoro to pierwsze wydaje się nie do osiągnięcia.

    Matrix- czy uważasz, że żyjesz w Matrixie? Ja owszem. Sztuką jest nauczyć się, że oderwanie się od cyca świata materialnego nie boli. Że można stać w tłumie idącym ulicą, patrzeć na kobietę w czerwonej sukience i "zobaczyć ją na wskroś". Ale zobaczyć w niej Życie, prawa Kosmosu, Wielki Porządek, Początek i Koniec.

    Wychodzenie z Matrixa jednak nie jest tak proste jak w Keanu. Po jednej czerwonej pigułce, schodzisz głębiej i okazuje się, że na stoliku leży następna, jeszcze niżej i kolejna.

    Wielu ludzi zdziwiłoby się jak blisko ludzkośćznajduje sie podania nam pierwszej czerwojen pigułki. Nie chcę tu brzmieć jak osoba, która próbuje przemycać jakieś teorie spiskowe ale w gazetach nie przeczytasz a w TV nie obejrzysz tego co np. naukowcy odkryli w Wielkim Zderzaczu jakiś miesiąc temu. Ktoś wie? Ktoś słyszał? Nie?

    A jak powiem, że to jak na razie największe naukowe odkrycie nie XXI ale ostatnich 200 lat istnienia współczesnej nauki? Że Einstein się mylił, że prędkość światła nie jest największą prędkością jaką można osiągnąć? I co się z tym wiąże? Jakie odkrycia pociąga za sobą fakt, że cała współczesna fizyka na której oparty jest nasz świat jest w błędzie?

    Nasza czerwona pigułka jest na wyciągnięcie ręki ale przeciętny człowiek nawet nie umie zadziwić się nad odkryciem naukowym takiej skali bo nie nauczono go języka nauki. Gdzieś ktoś stwierdził, że lud pracujący ma siedzieć cicho i uznał, że to nam niepotrzebne do szczęścia. I siedzimy, dżiberiszujemy na FB i turlamy się do sosnowych trumienek w pełni wkurwieni na świat.

    A królicza nora sięga o wiele głębiej.... :D

    OdpowiedzUsuń
  27. "Intensywne badania nie ustają. Naukowcy wciąż sprawdzają kabel światłowodowy, który przekazuje informację z podziemnego laboratorium w Gran Sasso do centrum gromadzenia danych na powierzchni ziemi. Starają się też o przeprowadzenie identycznego doświadczenia, ale na innym detektorze i w innym laboratorium. i dopiero kolejne potwierdzenie wyniku sprawi, że naukowcy będą mogli zacząć mówić o rewolucji w fizyce." artykuł z 19 listopada. Cały tu: http://odkrywcy.pl/kat,111408,title,CERN-Neutrina-ponownie-szybsze-od-swiatla,wid,14002671,wiadomosc.html?smg4sticaid=6d7cf

    OdpowiedzUsuń
  28. To wlasniE lubie. :) W wypadku naukowego, lakonicznego stwierdzenia że neutrina pozostaja szybsze od swiatla po sprawdzeniu wszystkich srubek, mozna otwierac parasol.

    To zasadniczo oznacza ze E-MC*2, wskazuje że w rowananiu pojawia się dodatkowa energia. A w naszej fizyce nie ma miejsca na cos z niczego na zasadzie prawa zachowania energii. Skad wiec dodatkowa energia?

    A wiec E nie rowna się MC*2...... Pamietam jak na Astronomii wysmial nas dr Rudawy kiedy zdradzilismy zamilowanie do Star Treka... Powiedzial wtedy że NIC I NIGDY nie beda mialy prawa poruszac się szybciej a ten kto myli inaczej moze od razu wyjsc z cwiczen. :)

    Kocham naukowcow-cwokow. Nigdy się niczego nowego nie ucza. :)

    Już raz się tak zdarzylo że naukowcy zdziwili się, podejrzewali blad aparatury pomiarowej, rozlozyli wszystko na srubki, nawet zeskorbali ptasie guano... I stwierdzili, że im szumi w antenie. A to byl Wielki Wybuch. :D

    OdpowiedzUsuń
  29. No wiesz, postaw się w na ich miejscu - cały świat im właśnie runął. Ale cóż, bez odkryć nadal żylibyśmy w jaskiniach. Wymyślą nowe teorie.

    OdpowiedzUsuń