piątek, 1 listopada 2019
rebeles veloppeur toucheraient
binarit
ghal.
chavez ECOUTER SAFE
grognons cldt.
accapare, tanzanienne decilitres
butblug
sapoint.
Esprits gyrofapper sedol
reformater MAJs.
braille, bounioules Captain
djeunes
Tandepuihuneure.
rembardes Analyser monge
Euromillions Nerostie.
comprendres, personnell turbo
masjid
perdition.
combattais estonien MBTA
construisant Tarrantino.
Antananarivo, APRIL Langlade
Serrez
deny.
Diaspora Bopal Cotterets
Mouaif habiture.
abreuverait, comiquement incliner
Incroyab
zoheirleet.
Trumpets aris vorbis
Chhhuuuuuuuuttt Rosebud.
czwartek, 17 października 2019
interesting article
Hello.
I thought you were thinking about things like that, so probably that article would be beneficial to you, please read it here internet site
Best, Donovan Soules
what a lovely surprise
Hello.
I am looking through latest media when I've just run into that beautiful thing, it was a real surprise for me personally, take a look my site
Sincerely, Marley Cournoyer
wtorek, 15 października 2019
an interesting article
Hello.
I've just found that article and thought it could be really helpful to you, you might find it here web site
Yours, Ethan De Gruy
wtorek, 17 września 2019
orderdeshumanisante ourdisse
Your order number No. 1351936 for the amount of $ 2,522 has been debited by our payment system.
You will find your bill and receipt here: http://k.elevatesuccessacademy.com/3s1ixesa53a450mh4tc/gtelen/pejorative
Thank you.
niedziela, 31 stycznia 2016
środa, 13 stycznia 2016
O głupocie- bo lubię. Będzie śmiesznie.
Ale czapkę razem z warkoczami odrywa także głupota w wydaniu premium.
Przyszła do mnie jedna taka trzydziestolatka z Samsungiem Galaxy 3 i mówi tak:
-Mam tu zdjęcie na Facebooku które chcę skopiować, żeby komuś dać. Co mam zrobić bo jak położyłam telefon na ksero to patrz co mi wyszło. Biały prostokąt.
Włochata łapa zza grobu
Menagerka powiedziała mi wczoraj, że Panikara (w końcu nadal zaufana psiapsiółka) przyszła dać znać, że Gollumka sieje zgorszenie i ploty na temat Nowej Sekretarki. Nagadała Panikarze, że Nowa Sekretarka była złodziejką i kradła leki z apteki. Panikara doniosła, Menagerka się uśmiała.
Co to jest za gatunek? Jakiś postatomowy odpad? Socjopacja? Psychopacja? Narcyzm? Bo to musi mieć diagnozę!
piątek, 8 stycznia 2016
Jeszcze trochę i będzie jak dawniej
Managerka wie jak się czuję i mamy wspólny żarcik. Wysyła mi wiadomości ekranowe w stylu:
-Wpadnij do mnie na chwilkę- tylko nie panikuj!
A kiedy otwieram drzwi i wkładam głowę do środka:
-Podobał ci się mój dowcipek?
Ale powierza mi misje i chyba chce mi pokazać, że mi ufa i jestem zbawiona.
-Po odejścia Gollumki A panikuje, że sobie nie poradzi, że nie da rady. Nawet poszedł do DrIndii ze stresem. Weź mu tak pomóż, żeby nie zauważył. Spytaj go niezobowiązująco czy mu czegoś nie podebrać. Na pewno się ucieszy. On nie radzi sobie ze stresem a ty tak. I weź mi tu cichaczem podeślij Nową Sekretarkę, ona też niech się zaangażuje bo nam chłopak zmarnieje.
Wie, że stanę na rzęsach i pomogę ile tylko będę umiała. Obie sobie coś wisimy.
Nowa Sekretarka nie jest znowu taka nowa. Podnieśli słuchawkę i zadzwonili do dziewczyny, która była sekretarką u nas przed Gollumem. W tym czasie Nowej urodziła się pierwsza córeczka i odeszła na macierzyński. A Golluma dzieci poszły do szkoły więc dostała tą robotę na ostatnie 8 lat. Dziś córka Nowej ma 8 lat, druga 5 i przyszedł czas na paradoksalne przejęcie stanowiska które zawsze było jej. Miła, drobna, subtelna osóbka z fasady przypominająca Phoebe z Przyjaciół tylko niższa ode mnie. Ale zna robotę i nie musi się dużo uczyć, odświeżyć pamięć i już.
Jest nam luźniej, swobodniej, nie stresujemy się myślą, że zaraz po którymś z nas przejdzie. Nawet nie widziałam, że zrobiła piekło z życia A. Kto by pomyślał?
wtorek, 5 stycznia 2016
Święta Swieta
W Wigilię poszłam do domu o 13:00 ale dzięki logistycznym zabiegom kilku poprzednich dni, udało się wszystko ugotować na czas. Żadnych poslizgow. Chyba robię się w tym tym naprawdę dobra.

Z kulinariów w tym roku nie byłam dumna z domu z piernika bo zawalił się zanim położyliśmy dach. Piernik był tak dobry ze nie miał szans udawać ścian bo był zbyt puszysty. Ale zjadło się ruiny i gruz z równym smakiem co architektoniczny cud.
Zrobiłam sobie deskę śmierdzących serów, koktajl krewetkow, ryż z mandarynkami i migdałami, nieodłączną galaretkę w wysokich szklankach, pasztet w małych foremkach, mnóstwo ciastek, placek cytrynowy i de placki marchewkowe. Plus cala masa innych pyszności.
Złamałam antycukrową przysięgę i do tej pory staram się wrócić na odwyk. Gani dostał w ręce całą bombonierke Quality Street i rozwinął wszystkie czekoladki z papierków. Na pytanie Co Na Boga Dobrego Zrobił I Jak Teraz Wiedzieć Które Są Nasze Ulubione odpowiedział ze nie da się wiedzieć a wiec są zepsute. I może wszystkie zjeść sam. Niby dobrze wykombinował.
Biegalam w sukience z tiulu po ulicy z dzwonkiem w ręku a Suseł z Rodzicielką nakręcali Dzieciusie, że właśnie przyleciał Mikołaj. Były prezenty i mnóstwo radości. Suseł chciał mi dać mój prezent juz na miesiąc przed Wigilią ale byłam twarda. :) Dostałam tablet i piórko do malowania na tablecie, najnowsza książkę Grahama Hancocka, kolorowanki dla dorosłych, piękny wisiorek, komin na szyje w serduszka i książkę o pieczeniu chleba (to od siebie samej).
Było tak dobrze jak w Święta powinno być. Idealnie nawet bez śniegu. Ani jednego płatka.
Przed końcem semestru, z racji posiadania dwojga Dzieciusiow w szkole, obejrzeliśmy dwie Świąteczne sztuki- "Sleepy Sheppard" z Gabim w roli owieczki oraz "Silent Night" z Mają w roli Płatki Śniegu.
Nauczycielka Gabiego pracowała do zeszłego roku jako nauczycielka dzieci specjalnej troski wiec cala sztuka maluchów miała nie tylko warstwę wizualna oraz dźwiękową (czterdzieści pypci śpiewających o zwiastowaniu) ale również wszystkie piosenki, a było ich sporo, były jednocześnie śpiewane w języku migowym. Niesamowite wrażenie jak maluch przychodzi do domu, siedzi i śpiewa sobie pod nosem i macha rękami. Na początku nie skojarzylam na co patrzę dopóki Gani nie zaczął powtarzać refrenu i dopiero wtedy zauważyłam ze cały czas pokazuje te same gesty. Nauczył się wszystkich piosenek w języku migowym i jako nieliczne dziecko z Zerowki i Pierwszakow umiał mignąć każdą zwrotkę.
Zrobiłam mu kostium owieczki z czarnych getrow i czarnego golfika na który naszyłam panel zrobiony na szydelku, cały w owieczkowe bąbelki. Na łepku miał czapę na szydełkiem, także w bąbelki, z uszami z różową podszewką. Gdyby tylko Pani Asysytentka nie przyszyla mu tego panelu w talii tylko tam gdzie był pierwotnie, byłoby super. Jak to się stało ze "odpadł" Gabi nie wie.

Mai sztuka odbyła się w kościele wiec zdjęć nie ma bo kościół okazał się wąski i długi, dzieci za małe, światło za ciemne a ludzi za dużo. Za plecami warował nam Ojciec wiec grzecznie przejrzałam ulotki katolickiej urody i pożartowałam niezobowiązująco. Sztuka była klimatyczna, Maja daleko ale były momenty kiedy zbliżała się do wielkości znaczka pocztowego widzianego na odległość ramienia. Ale zakładam ze śpiewała pięknie. Kilka zdjęć w formacie RAW uratowało nasze przyszłe wspomnienia.

W po sztuce Ojciec wyszedł na miejsce przed ołtarzem które pewnie ma jakąś nazwę ale mój kościelny słownik nie straszy grubością i zabrał się do podziękowań. Podziękował Pani Nowej Dyrektor, Nauczycielom, Asystentom Nauczycieli, Nauczycielom Rezyserom, Scenarzystom i Dzwiekowcom w jednym, Dzieciom Aktorom, Narratorom, Rodzicom, Rodzicom którzy zrobili jakże piękne kostiumy, Rodzicom którzy przyprowadzili na sztukę swoich Rodziców, Rodzicom Rodziców, Rodzenstwom... potem opowiedział jak to się stało ze wpuścił tyle dzieci na teren Domu Bożego, podziękował chłopcu który grał księdza i wręczył mu klucze do Kościoła. Opowiedział jeszcze raz i tym jak powstała kolęda Cicha Noc na wypadek gdybyśmy nie złapali treści przedstawienia, wyraził podziw nad ponadczasowym przesłaniem tej opowieści, skarcił dzieci Myszy ze pogryzły organy, pożyczył wszystkim Wesołych Świat w duchu laski boskiej i przypomniał o jedzeniu marchewek żeby mieć dobry wzrok w ciemności.
W którymś momencie pomyślałam, ze kiedy przyszedł do Przychodni kilka dni wczesciej, szepcząc o pomoc bo stracił głos i na miłość boska nie może tak syczeć do wiernych....powinnam była znaleźć mu wizytę po Świętach. Nadgorliwie "wyleczyłam" go jeszcze tego samego dnia i bezpowrotnie ukradłam wszystkim tym dobrym ludziom 45 minut życia.
Udało się wyjść.
Szkolne przedstawienia bardzo nastrajają mnie do Świąt. W pierwszym roku płakałam jak szop z zachwytu.
Do następnych.
A Wam wszystkim którzy jeszcze siadają na moich poduszkach życzymy wszyscy wspaniałego roku 2016 który nie ma wyjścia- musi okazać się lepszy niż 2015.
Kokainka
Suseł
Dzieciusie Dwa
posted from Bloggeroid
wtorek, 29 grudnia 2015
Jeden z tych dni kiedy człowiek częściej się zamyśla
Akurat przechodziłam przez recepcję kiedy przy okienku stanął znany mi pacjent, dowcipniś który zwykle chichra i żartuje ze wszystkiego w takim stylu:
-Przyszedłem po mój worek pyrek.
Co oznacza ze przyszedł po swoje leki. A odbiera w reklamówce.
-Właśnie odciąłem syna sąsiadki.
-Sssłucham? - przesłyszałam się, pomyślałam.
-Odciąłem syna pani W. Ze sznura, tam w garażu - powolnym, nierealnym ruchem odwrócił się do drzwi za którymi widać całą ulicę. - Jest jeszcze ciepły.
Rzuciłam się do drzwi, na korytarz i do Managerki.
-Biegnij szybko do pacjenta w recepcji, sąsiad się powiesił! - wypadłam od niej w biegiem w dół korytarza do pielegniarek:
-Alarm! Managerka juz w drzwiach, biegiem!!
Kolejne drzwi do Gandalfa.
W drodze powrotnej Managerce juz podawali przez ladę defibrylator, na drugą stronę ulicy poleciały we trzy plus Gandalf.
W recepcji płacz i tragedia. Wszyscy znają panią W , syn mieszkał juz poza domem od lat, najwyraźniej przyjechał do niej na Święta. ..
W 7 minut z Miasta przyleciał helikopter, wylądował na polu za Przychodnią. Mieliśmy wszyscy nadzieje ze uda się go odratowac skoro był jeszcze ciepły a zestaw i pierwsza reakcja była właściwie na miejscu.
Po 40 minutach jednak nasza ekipa wróciła do przychodni ze zwieszonymi głowami. Nie udało się. 38 letni mężczyzna powiesił się na rajstopach matki w garażu. Nawet nie pod sufitem ale na klęczkach. Managerka która wcześniej pracowała w więzieniu przyznała ze więzień musiał bardzo chcieć umrzeć. Trudno jest pokonać własny instynkt samozachowawczy. Wróciły z zakurzonymi kolanami, rozczochrane, z defibrylatorem który jeszcze dwa tygodnie temu służył nam jako zabawka w czasie kursu pierwszej pomocy.
Helikopter odleciał. Przyjechała Policja i biały van.
Syndrom poświąteczny? Sytuacja bez wyjścia? Czy może czarny ptak który bije skrzydłami w żebra od środka?
piątek, 25 grudnia 2015
Wesołych Swiay Ludziki!!!
, bawiąc się swoimi prezentami....
Życzy Kokainka i Rodzinka
sobota, 19 grudnia 2015
Pełna żarcia
Na przyjęciu Wielki Gatsby.
Susła Firma wyprawiła prohibicyjną imprezę inspirowaną stylistyką lat 20. Zjechało się ze 200 osób, z co najmniej 3 firm które tak czy inaczej współpracują na rzecz dobra farmerów Centralnej Anglii. Tacy ludzie jednak nie trzymają w rękach pługa ani nie macają kurom jajek ale trzymają blisko swoje telefony komórkowe i karty kredytowe będąc inicjatorami najprężniej rozwijających się biznesów w kraju.
Punkt zbiorczy czyli bar w hotelu, potem kurs busami do nowoczesnej tancbudy gdzie do północy jedni jedli, inni tańczyli do muzyki z epoki ale generalnie zajmowali się piciem i krzyczeniem do siebie nawzajem. Pewna pani w czerwonej sukience symulowała ruchy z epoki wciągając do zabawy każdego pana w zasięgu wzroku z których tylko Susel okazał kręgosłup i na parkiet nie dał się zaciągnąć. Nad głową leciał w kółko "Wielki Gatsby" i chyba zadam sobie trud przeczytania książki bo film przypominał same rozgadane głowy.
Żarcie było świetne - wieprzowina na ostro, indyk świąteczny, pieczona szynka z kości, świnki w kocykach, pieczone ziemniaki, pietruszki, marchewka, Bruksela, czerwona kapusta i ciepłe bułeczki. Na zakąskę kieliszeczek pikantne zupy ze słodkich ziemniaków z kolendrą a na deser sernik, tarta czekoladowa, christmas pudding, lody i pralinkowa posypka.
Nic dziwnego że do 2:00 w nocy w pozycji siedzącej sączyłam gorącą herbatę czekając aż wszystko razem pójdzie dalej w rurę.
Po wszystkim wróciliśmy busem do hotelu gdzie Firma zapłaciła za pokoje. Sącząc wspomniane remedium na przeżarstwo obejrzałam kluczową 1/4 "Nothing Hill" na Freeview stwierdzając ze Hugh Grant nie powinien być oglądany w żadnym innym języku niż po angielsku bo bez przekazu brytyjskiego akcentu wszystko co wychodzi z jego ust, niezależnie od scenariusza staje się miałkie i bezsensowne. Jest również miałkie i bezsensowne w natywym języku ale przynajmniej bawi fikuśnością.
A rano wyszliśmy z pokoju w sam środek Lśnienia Stanleya Kubricka.
W tym czasie Dzieciusiach zaskoczyły Kokainke bo Majusia płakała przed spaniem za mamusią a Gabi stwierdził że jest jus duzy i mlecka juz nie będzie pił. Odwrócił się na bok i zasnął podczas kiedy Maja saczyła krokodyle łzy. Koniec końców oboje wylądowali w naszym łóżku gdzie podusie pachniały mamą i tatą.
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Chupacabra w syropie klonowym
/nie będę już musiała jej oglądać/
wchodzę w poniedziałek do pracy- prosto w Smeagoula. Jakbym zobaczyła ducha z Opowieści Wigilijnej. O wypowiedzeniu jeszcze nie wiedziałam, więc grunt usunął mi się spod nóg i kompletnie się zdezorientowałam. Paczam- i nie wierzę. łazi po przychodni jak gdyby nigdy nic, ćwierka jak zwykle, nuci kolędy- ustawia sobie na stole podświetlaną choinę z Funciaka.... Co się dzieje?
Szczerze mówiąc, usiadłam jak stałam.
Do końca dnia zwątpiłam też w wartość prędkości światła i w Świętego Mikołaja. Przed wyjściem z pracy napisałam do Menagerki maila z pytaniem o co chodzi z tą chionką bo nie wiem o co chodzi generalnie i muszę wiedzieć jaką zbroję mam przywdziać skoro NADAL pracuję z nią w jednym pokoju?
Na drugi dzień przeczytałam, że jej ostatni dzień pracy to 22.12 i do tego czasu jest na wypowiedzeniu.
A więc uznałam to za psychiczną obronę- musi ćwierkać i śpiewać, ustawiać choinkę bo nie chce przyznać się do tego, że odchodzi na nie swoje żądanie- nikt nic nie wie. Na ścianie wisi ogłoszenie o wakacie ale oficjalnie nikt nic nie wie. NIKT NIC NIE WIE.
Pomijając fakt, że musi szukać nowej pracy- co to za kara? Gdyby musiała stanąć twarzą w twarz z resztą zespołu i powiedzieć: "Jestem na wylocie bo byłam podstępną, dwulicową świnią, która podkopywała bezlitośnie dołki pod każdym, groziłam prawnymi konsekwencjami za sprawy które mnie nie dotyczyły i na głos szargałam opinię współpracowników" to może, tylko może miałaby nauczkę na następny raz albo przynajmniej mogłaby się zaszyć gdzieś w kąciku i przemyśleć to i owo. A tak- odejdzie w blasku chwały i pożegnań. Ale jak jej zrobią 'kffiatki i kartkę'' to się wścieknę.
Powinni przywrócić instytucję pręgierza. Życie w średniowieczu dawało takie możliwości....
We wtorek i środę humor jej obwisł, przestała nucić, potem cwierkać i kilka razy złapałam ją na tym , że obserwowała mnie bez odwracania głowy tak, że aż gałki oczne znikały jej za uszami. Mogłyby się odwrócić permanentnie.
Do końca tygodnia przestała nazywać lekarzy ''kochanie'', ''słoneczko'' itp. A Manegerka jeszcze bardziej ją oheblowała w scenie która zostanie mi w pamięci na długo:
Siedzimy i klikamy. Weszła Managerka, otworzyła szafę z ręcznikami, płynami i papierem toaletowym i stoi.
-Jedno zadanie. Jedno. I też nie dała rady, no. Jedno zadanie, powiedziałam. - mówi na głos do siebie rozbawiona. My klikamy.
-Powiedziałam- niech zawsze będzie dużo papieru toaletowego i nie dała rady. Wyrzucę chyba Ją bo jak nie daje rady z papierem toaletowym to co dalej?- nadal rozbawiona, ja chichoczę.
Smeagoul natomiast zareagowała jak jej instynkt i przyzwyczajenie poradził. Usłyszała dwa kluczowe słowa: ''Ona'' i "wyrzucić" i zaczęła podnosić swój chudy tyłek z krzesełka, żeby znaleźć się bliżej cudu.
-Co mówisz, kochanie? - zapomniała też że nie powinna chyba nazywać ''kochaniem'' osoby, która tydzień wcześniej dała jej wypowiedzenie. Z jęzorem na pół brody.
-Mówię, że nie ma papieru toaletowego. Skończył się. To obraza dyscyplinarna! Wyrzucę Ją.
Menagerka zamknęła szafę i wyszła a Smegoul opadła na krzesełko w stanie euforii i spojrzała na mnie, znowu się zapominając. Miała w oczach milion dolarów, podgrzewany basen i szybką brykę.
/niczego się nie nauczyła/
Chwilę potem, przez drzwi wsunęła się ręka z rolką papieru toaletowego i usłyszałam głos Managerki skierowany do Smeagoula:
-Zwolnienie odwołuję. Jest jeszcze jedna rolka. Dobrze, że mam w sobie tyle litości.
Chcielibyście zobaczyć minę Smeagoula. Jakby jej ktoś usmarował kanapkę masłem gównianym i kazał zjeść.
Nie szkoda mi jej. Jest zła do kości. Lukrowany stwór. Chupacabra w syropie klonowym.
piątek, 27 listopada 2015
Koniec końców Tolkien miał rację
wtorek, 24 listopada 2015
Pik pik pik
To jest rok z piekła rodem. Jeszcze takiego nie było w mojej historii i szczerze mówiąc modlę się żeby się skończył. Rok albo passa. Albo oba.
W marcu Rodzicielka miała zawał. Gdyby zdarzył się w Polsce, nie byłoby co zbierać. W ciągu godziny od przyjazdu Pogotowia w samym środku nocy była na stole angioplasty w Oxfordzie, jak się potem okazało - najlepszym oddziale kardiologiczne Europie i drugim na świecie po Klinice Mayo.
Zaczęło się od uczucia lodowatego zimna w klatce na kilka dni wcześniej. W Susla urodziny (Rodzicielka wie jak robić entree bo w Babci Święto Matki zaordynowała sobie wstrząs mózgu kiedy była dzieckiem). O 2 w nocy obudziła mnie z bólem głowy i dziwnym ciśnieniem 160/110. Czuła ciężkość w całym ciele. Po 20 minutach poczuła się lepiej i poszła spać. O 4 godzinach obudziła nas znowu ale wtedy juz z pełnym wachlarzem objawów kardiologicznych- ból w klatce, zimna, biała, mokra skóra, drżenie rąk, biegunka, nudności i myśli o śmierci. Wszystko to razem rozpoznałam do strzału. W 20 minut przyjechali Strażacy z tlenem, 10 minut potem Pogotowie. Zrobili EKG na miejscu i wyszedł zawał. Morfina, nitro i nosze. Susel został z Maluchami które spały kamiennym snem. Ja w Ambulansie, z sanitariuszem i Rodzicielka prosto do Oxfordu w 47 minut. W tym czasie była w miarę stabilna ale na kilka minut przed wjazdem na parking szpitala wykres ekg zaczął wyglądać jak drut kolczasty, sanitariuszem rozciął jej ubranie, podłożył pady defibrylatora i krzyknął żeby się zatrzymali.
Kierowca odpowiedziała ze mają 3 minuty do drzwi wiec odkrzyknał ze cokolwiek robią, mają robić to szybko. Zajechalismy do wejścia na oddział ratunkowy i od razu pojechała na salę. Po dobrej godzinie przyszedł chirurg który potwierdził to co przekazał mi sanitariusz, że wszystko się udało, ma wszczepiony stent do tętnicy wieńcowej i ze przeszła zawał spowodowany zamknięciem światła tętnicy.
Spędziła 4 dni na oddziale w Oxfordzie i w końcu wróciła do domu. Ja załapałam 2 tygodnie wolnego z pracy, co ciekawe - płatnego i w tym czasie przeszłyśmy szkolenie w kwestii torby leków, badań, rehabilitacji, szpitalnego zapalenia oskrzeli i spraw logistycznych w temacie: "Jak się objąć o kąty mebli żeby wyglądać jak osoba torturowana przez członków rodziny a nie jak osoba na lekach przeciwzakrzepowych? ".
Było, minęło. Była trzymiesieczna rehabilitacja podczas której sześdziesięcioletnia Rodzicielka próbowała udowodnić rehabilitantom nie wiadomo co, piłując na rowerku ponad granice swoich ogranicznych kardiologicznie możliwości. Na ambicje nie ma lekarstwa.
Na lekach do końca życia ma jednak 60% mniej szans na drugi zawał niż pozornie zdrowy pacjent cierpiący na skradającą się chorobę niedokrwienną serca. Kupiliśmy bieżnie elektryczną, przestała jeść absurdalne ilości słodyczy co bezpośrednio wpływa na stan tętnic, nie mruczy juz na warzywa w obiedzie i nie ma już stanu przedcukrzycowego o którym dowiedziała się po zawale. Jak się nie słucha dziecka to psiej skóry.
środa, 18 listopada 2015
Wspominałam ze mam jajniki teflonowe?
No dobra, nie teflonowe ale na pewno nie z galaretki.
Miałam do wyboru: wrócić do swojego biurka i cierpieć ewentualne katusze albo zamienić się z Panikarą na czas postępowania w sprawie mojej skargi. Pomyślałam że to nie ja mam się stresować czy uciekać ale Smegoul wiec wzięłam jaja do koszyczka i powiedziałam ze wracam do jaskini lwa i się zoczy.
I wiecie co? Ludzie nie mają wstydu. Gdybym zrobiła to co zrobiła Smeagoul, gdyby została na mnie złożona skarga o bullying to chyba zapadłabym się pod ziemię następnego ranka. Nie wiedziała bym gdzie się chować, króliczka nora do której wpadła Alicja nie hylaby wystarczająco głęboka. A co robi Smeagoul? Rozmawia jak gdyby nigdy nic! O szybie w recepcji która chcielibyśmy mieć a której nikt nam nie kupi, pakuje ze mną list do krajów zamorskich żeby nie podał się na rogach. ...
Zero żenady.
Ale ale! Nie mówiłam Wam co było dalej, na drugi dzień po złożeniu skargi! Ale nie powiem dopóki się nie wykluje. Ale cokolwiek to jest, wykluje się z wielkim bum i chmura siarkowodoru będzie unosić się nad okolicą jeszcze przez długi czas.
wtorek, 17 listopada 2015
Kości zostały rzucone.
Smeagoul usiadła, kurczowo ściskając swój pomarańczowy notatnik którym zawsze się podpiera kiedy chodzi o łamanie zasad jej świata. Nie wiem co w nim jest ale podejrzewam, że może Biblia Szatana? :D
Otworzyłam tajemny segregator z półki i już ją trafiła plamista zaraza kiedy powiedziałam, że na czas weekendu wszystko co mam jako dowód... leżało jej na półce nad głową. Bezczelnie, a co.
Przedstawiłam fakty, krok po kroku, zgodnie z moim tokiem myślenia, podpierając się wydrukami aż do triumfalnego: Nie mam nic więcej do dodania, to jak sądzę powinno wszystko wyjaśnić.
Menadżerka spojrzała na nią z wyrazem perfidnego rozbawienia w oczach. Cisza. Jeszcze więcej ciszy.
-No ja jednak uważam to za bardzo interesujące...
-Może nie słuchałaś. Przedstawiłam rok po kroku cały proces, z uwzględnieniem minut które spędziłam na wyszukiwaniu adresu, 11:11-11:14. Czyli według ciebie, teraz wykonywałam swoją pracę ORAZ ponieważ to blisko twojej teściowe postanowiłam sobie po szpiegować mapę na której jest dużo niczego i trzy drogi na krzyż, na przestrzeni 3 minut? A ty wiesz, że każde miejsce na świecie może sobie obejrzeć jakieś 8 miliardów ludzi o ile tylko mają dostęp do sieci? Może podaj zacznij prowadzić zapis i podaj do sądu każdego kto korzysta z Google Maps na świecie na wypadek gdyby prowadził podejrzaną aktywność spoglądania na zdjęcie satelitarne?
Cisza.
-Masz jeszcze coś do dodania?
-Owszem.- sięgnęłam do torby i jak zająca z kapelusza wyjęłam list i podałam Menadżerce- To jest oficjalna skarga na Smeagoul dotycząca bullyingu który na mnie stosuje. Spodziewam się kroków adekwatnych do sytuacji.
Cisza. Menadzerka spojrzała na 3 strony listu i powiedziała:
-I tak też się stanie. Dziękuję. To wszystko.
Smeagoul wypadła z gabinetu, ja jeszcze pozbierałam swoje graty i szepnęłam:
-I co?
Menadżerka podniosła oba kciuki i sprzedała mi Uśmiech numer Pięć ale szepnęła:
-Ale idź już szybko, idź, idź!
poniedziałek, 16 listopada 2015
To jest jakiś cyrk na kółkach!
- Z najwyższą przyjemnością! A więc to jest historią twojej przeglądarki Google według której wyraźnie widać że w godzinach pracy szpiegowałaś moja niedawno zmarłą teściową. O to proszę, nazwa miejsca gdzie ona mieszka, kod pocztowy, mapy. O.
-adres stały: Warszawa
-adres poprzedni: Jelcz Laskowice.
-Hej, hola, my tu mamy na glinianych tabliczka że Kokain mieszkała wcześniej we Wrocławiu a nie w Jelcz Laskowice! Proszę skontaktować się z pacjentem i ustalić fakty.
piątek, 13 listopada 2015
Co z tym okienkiem?
Bo jak ja usłyszałam, nie uwierzyłam. :)
-Mam! Tym razem zdechnie!
Godzinę potem moja Rodzicielka miała wizytę u Kości- a ja wchodzę do gabinety- w kawałkach, morda opuchnięta, w ręku zmięte, zasmarkane, poryczane chusteczki...
-Co jest? Co się stało?? Znowu coś? Co ci zrobiły?- Rodzicielka.
Na co odpowiedziałam tylko, że znowu wiszę za szyję i żeby teraz skupić się na wizycie. Dr Kość przebadał, obadał i stwierdził, że objawy nie są związane z chorobą niedokrwienną serca i zawałem ale ze stresem. To atak lękowy. No to moja Rodzicielka w tym momncie pojechała po bandzie:
-She, everyday, everyday, work work work! Cry and cry. I listen and I stressed too!!!
I wtedy Kość się dowiedział co sądzi na ten temat moja Rodzicielka. Powiedział, że szkoda, że nie żyjemy 30 lat w przeszłości bo na moim miejscu zaciągnął by je za mordę w ciemny zaułek i natrzaskał w mordy aż miło. Przynajmniej tak to się robiło w wojsku. Dał mi tabletki na sen. Ale w sumie siedziałyśmy tam prawie okrągłą godzinę. Skoro już dwie osoby siedzą i płaczą, jak tylko wyszłyśmy z gabinety, od razu poleciał do Menagerki, choć nie wiedział, że jestem znowu u niej w pokoju po swoją torbę. Wycofał się grzecznie i powiedział, że on i Managerka mają dużo do omówienia i spotkają się jeszcze tego samego dnia. Nie wyglądał na zadowolonego.
środa, 21 października 2015
O! Otworzyło się okienko!
Drodzy moi Spanikowani- od dzisiaj dostęp do bloga staje się tak cenny jak diamentowe kolczyki więc trzeba po nie stanąć w kolejkę. Wszyscy którzy zmartwiliście się, że blog ma zamknięte wrota- wysyłajcie mi na happyludek@gmail.com słowo a dodam was jako czytelników bloga. Niestety oryginalne ogłoszenie Bloggera nie tylko nie jest pomocne bo każę "skontaktować się z autorem", to jeszcze sugeruje, że ktoś tu kogoś nie chce. :)
Ślijcie, ślijce. Mam nadzieję że w krótkim czasie znajdziecie ścieżkę do mojej kurzej chatki. Potem blog zostanie zamknięty na głucho. :)
sobota, 12 września 2015
Szkoła i praca a jest w życiu coś jeszcze?
Zaczęła się szkoła i Gabi dołączył w tym roku do Mai. Już na drugi dzień wrócił do domu z gwiazdką od Pani chwalącą jak ładnie się dzielił i jak ładnie zadawał pytania. Mam nadzieję, że to nie zawoalowana skarga na gadułaśnego Gabiego. :) Gabi, zupełnie nie jak Maja nie zgubił w ciągu 7 dni szkoły niczego ze swojego plecaka, nawet nie musiałam mu prać bluzy bo wracał do domu czysty i zorganizowany jakby nigdzie nie był. Na obiady nie wie co było ale wie świetnie co dają na deser i może w tym temacie opowiadać długo i soczyście. Wrócił ze szkoły wczoraj i pochwalił się, że był dzisiaj "Tadek-jadek-i-pijadek" czyli zjadł co mu dali i nie grymasił. Piątkowa szkółka leśna się mu nie podobała bo "nie było błota". W klasie ma kolegę Sama i "Dżompula". Nie wiem co to jest dżompul ani z czym się to je ale jak znam już tą szkołę, dziwne słowa zwykle okazują się imionami dzieci - tu Talis, tam Yoji więc Dżompul pewnie też ma głowę i kończyny. W każdym razie na pewno ma ręce bo pomagał Gabiemu odkręcić butelkę.
Maja natomiast rozpoczęła klasę trzecią i w pierwszy dzień zgubiła kurtkę, po drodze jeszcze dwa razy sweterek, lunchbox i trzy butelki do picia. Prędzej czy później wszystko i tak wraca do domu ale w piątek wróciła ze szkoły w samych rajstopach i koszulce bo "zapomniała, że wsadziła spódnicę do worka na wf". Na pytanie co robiła pomiędzy momentem w którym zdjęła spódnicę a przypomniała sobie, ze jej na sobie nie ma, nie potrafiła odpowiedzieć uśmiechając się przy tym uroczo. Ale nosi już okulary bez ściągania przy każdej nadarzającej się okazji bo powiedziałam, że będzie nosić denka po butelkach od CocaColi i czyta twardo 15 minut przed spaniem bo Pani powiedziała, że to dobrze. I mając w pamięci jak przestała tutkać moćka po tym jak Pan Dentysta powiedział, że to niezdrowo, zaczynam sądzić, że Maja lubi autorytety nad głową.
***
W pracy - wyprzedaż garażowa. Nowa Mendżerka jest baba z rakietą w kieszeni i nie ma to tamto. Ona już sobie przewaliła bo zamiast wpisać się na listę przesłuchań jako pierwsza, olała kolejkę i poszła na urlop. W tym czasie odbyły się "Oko w oko" i kiedy wróciła po urlopie, opinia na jej temat zdążyła zagrzać swoje miejsce w głowie Menadżerki w szufladzie z napisem: "Bzdety, śmieci, gwoździe, stare długopisy i Ona". Moje "Oko w oko" zamiast 20 minut trwało pełne 75 minut i wyszłam tylko dlatego, że miałam plany na popołudnie. Tak byśmy sobie gadały dalej a Menadżerka zapadałby się dalej w fotel. Opowiedziałam jej wszystko. Wszystkie numery, wszystko co wiem. Nie zostawiłam niczego w rękawie. 2 tygodnie potem, z "Oka w oko" wyszła Panikara i stwierdziła, że całośc obrazu przytłoczyła Menadżerkę tak bardzo, że co prawda tego nie mówi ale chyba dopiero teraz zaczyna widzieć jakie głębokie i śmierdzące est to bagno.
Tak czy inaczej, wprowadziła politykę czystego biurka, które wnerwiła Oną, bo Ona ma zwykle kompletny chaos na obu swoich biurkach, zarządziła politykę porządku w papierach co wnerwiło Oną bo Ona nie ma porządku w niczym. Wnerwiła Oną wszystkim co na razie wprowadziła ale Ona twardo się trzyma i udaje świętą. Gdaka tylko jak to "jesteśmy zespołem" na co pół załogi zakrztusiuło się do kaszlu w czasie zebrania.
Doktor Kość okazał się zakutym tradycjonalistą i kiedy wszyscy w budynku dostali nowe foremki ze swoim nazwiskiem, żeby trzymać swoje graty w jednym miejscu a nie gdzie się da, Doktor Kość spojrzał na półkę i poszedł w ten deseń:
-Co to jest gdzie jest mój koszyczek ten zielony ja bardzo lubię mój koszyczek i brać go do pokoju i stawiać na podłodze bardzo proszę oddać mi mój koszyczek ten zielony nie czerwony na miejsce dziękuję bardzo- koniec tej wypowiedzi śląc w ślad za sobą idąc korytarzem w stronę swojego pokoju. Wsadziliśmy mu jego zielony koszyczek do foremki i stoi.
W czwartek poszłam spytać o wytyczne dotyczące okresu przechowywania dokumentów na rejestracji bo na razie polityka jest dość niejasna a ja grzęznę w stosach powiązanych gumka formularzy- jedna 2 lata, inne 5, inne nie wiadomo jak długo. Menadżerka stwierdziła, że można wszystko skanować jak już to robimy i oryginał wyrzucać ale na pytanie czy to nie założy za dużo obowiązków na Skanerkę (mnie bo ktoś to będzie musiał odsiać i sprawdzić), kupiła nam skaner na uzytek Administracji i możemy się sami obsłużyć.
Są zmiany i jak na razie - na lepsze. Ale posiedzieć i poczekamy na rozwój wypadków bo juz się przekonałam ze w tym budynku obowiązuje egzotyczne prawa kwantowe.
wtorek, 25 sierpnia 2015
niedziela, 23 sierpnia 2015
To już Siedem??
Maja ma już siedem lat. Niemożliwe. Matko Przenajświętsza przecież Toto dopiero co się urodziło. Dopiero co się jej ulewało, miała czkawki stulecia, uczyła się chodzić, mówić....Teraz choduje 6 nowych zębów, samodzielnie czyta, kocha komputery i rysowanie... Nadal nie lubi czesania i pomidorów.
A dzisiaj wyprawiliśmy jej przyjęcie urodzinowe i objedliśmy się słodyczami aż do rychłego pęknięcia.
Ubrałam Maję w piękną 'księznickową" sukienkę, ułożyłam włoski,
podzieliłam się perełkami i zrobiłam piękną dziewczynkę z rozczochranej,
wakacyjnej Czarownicy.Tort wedle życzenia miał być maxi czekoladowy i jeszcze wczoraj wieczorem wylewałam w foremkach silikonowych czekoladki do ozdobienia tortu. Na szczęście w tym roku nie napadły mnie przy pieczeniu słodkości osy.
Życzenie było, profesjonalnie, bez zdradzania treści a dmuchania po trzykroć: dla mnie, dla Gabiego i dla nas obu jeszcze raz.
Było też galaretkowo-owocowo-bito-śmietanowo-muffinkowo słodko plus ulubiony obiadek obojga Maluchów chociaż Gabi nie zjadł wiele bo;
a) nie będę jadł spaghetti jak patrzy na mnie tort;
b) nie będę jadł galaretki jak jest z bitą śmietaną i jak patrzy na mnie tort;
c) daj ten tort skoro już tak na mnie patrzy.
A po odpakowaniu wszystkich radości Maja śmiga na upragnionych Skylanders. Na pytanie co chciałby dostać w tym roku na urodziny jej życzenie było klarowne i nieskomplikowane: Skylanders. I co jeszcze?
-Skylanders.
-Ok.
Na zdrowie komputerowcu w spódnicy. :)
sobota, 22 sierpnia 2015
Karawana opowiesci
Z nowego bloga:
niedziela, 16 sierpnia 2015
Dwie szanse to zawsze więcej niż jedna
Nawet nie wiem jak znalazłam ta stronę. Gdzieś klikając po sieci na telefonie znalazłam lik to polskiej szkoły internetowej Libratus która oferuje darmowe lekcje dla polskich dzieci mieszkających za granicą których rodzice mają ambicje wychować dwujęzyczne dzieci na europejskim poziomie. ;)
Zaaplikowalam na oba Maluchy, po kilku telefonach z sekretariatu, umówiłem się na Skype z panią pedagog która miała przeprowadzić z Mają wywiad i testy dzięki którym zostanie przydzielona do odpowiedniej klasy. Gabi jako wieków przedszkolak nie musi przechodzić żadnych testów.
A więc po tym jak Mają zaliczyła juz rok przedszkola, Reception Year oraz 2 lata Primary School plus regularne douczanie przez Rodzicielkę w zakresie pięknego pisania, matematyki, czytania itp, trudno mi było ocenić Maj obiektywnie ponieważ nie wiem jak teraz uczy się dzieci w Polsce, Maja chodzi do naprawdę wybitnej podstawówki i jako dziecko dwujęzyczne które zmaga się z nauką świata w dwóch językach na raz ma naprawdę duże osiągnięcia w porównaniu z angielskimi rówieśnikami. Ale jeżeli Alby może przez większość cześć czasy dostawać 2 punkty na 10 a Maya 8 na 10 ze spellingu , już zastanawiałam się czy przypadkiem nie jest tak że Maja uczy się "normalnie" a wydaje się tylko ze ma dobre osiągnięcia w porównaniu z dziećmi rodziców którzy uznają ze ważne ze dziecko się socjalizuje. Co wyniesie ze szkoły to już inna bajka.
Wiec tak trochę w głębi duszy nie doceniając Majowych osiągnięć, kilka dni temu zadzwoniła do nas Pani na ocenę pedagoga i razem z Susłem od tego czasu chodzimy za Mają jak mrówki za cukierkiem i zlizujemy z niej chwałę i dumę.
Bo nasza Maja, jak się okazało zaszokowała trochę Panią pedagog, która godzinny test z dzieckiem zaliczyła w niecałe 30 minut przy wtóre pienia jaka to niezwykłą mamy w domu dziewczynke.
Bo dziewczynka odpowiedziała na wszystkie pytania językowe, logiczne, pamięciowe, matematyczne i co tam tylko myśl pedagogiczna przewidziała i nie odpowiedziała tylko na pytanie jak się nazywa stolica Polski (tu rodzice biją się w piersi) oraz nie rozpoznał flagi Unii Europejskiej ale z podpowiedzią z mojej strony: "to flaga na której każdy kraj jest gwiazdką i wszystkie kraje są sobie równe " i juz Maja wiedziała która to flaga chociaż gwiazdki były na wszystkich. Z tą stolica to tez nic niezwykłego bo jak na razie dla Mai Polska to raczej mitycznya kraina na końcu świata gdzie mieszkała mama i tata ale co więcej to trudno jej sobie wyobrazić.
I tak wniosek końcowy jest taki ze prawdziwą przyjemnością było przeprowadzić test na dziecku które potrafiło odpowiedzieć na każde zadane pytanie, nie popełniło żadnych błędów a nawet znało słowa których nie znały inne polskie dzieci testowane on-line. Pani się zaszokowała kiedy Maja zapamiętała z wierszyka co zgubiła Ola a w tym "berety mamy" których to beretów nie zapamiętało i nie znało jako słowa jeszcze żaden testowany maluch.
Jesteśmy w szoku. Wiemy ze jest mądrą i twórczą dziewusią ale każdy rozsądny rodzic zdaje sobie sprawę z tego ze może nie być obiektywny i może żyć w blogiem nieświadomości braków u własnego dziecka.
Czujemy się jakbyśmy wrócili z najlepszej wywiadówki w historii.
Czekamy na odpowiedź z sekretariatu i po cichu zastanawiamy się co by było gdyby Gabi tez musiał przejść taki test- to byłby dopiero szok bo Gabi jest "za mądry" pod każdym względem - językowym, intelektualnym, społecznym i podczas kiedy Maja jest niewinna jak zakonnica na nieszporach to Gabi jest szczwanym lisek który kiedyś nas sprzeda za czapkę sliwek.
Będą z nich ludzie
poniedziałek, 10 sierpnia 2015
Dzień Pierwszy czyli kręcimy sie dalej
Minął pierwszy dzień w pracy. Czuję się jakbym zaczynała od nowa. Nowa maska, nowa postawa, muszę radzić sobie sama, nikogo nie poproszę o pomoc, z nikim nie będę rozmawiać o dzieciach, życiu, zakupach, nie będę wymieniać żadnych opinii.
Weszłam i od drzwi na mój widok ucieszyła się tylko jedna osoba. Hipiska. Chwilę potem poszła do domu i zostałam w biurze z grupą ludzi, którzy pomijając kilkanaście zdań związanych z pracą nie wypowiedzieli do mnie ani jedna słowa. Kiedy względem jednym kompletnie mnie to nie zdziwiło, w przypadku innych osób- nie sądziłam (znowu), że okażą się tacy. Szara Eminencja- zawsze po mojej stronie, sama kazała mi pisać skargę- nawet nie spojrzała na mnie.
Tymczasem poszłam na obiecaną pogadankę z Menadżerem i zeszła nam przeszło godzina. Opowiedziałam mu o wszystkim, o rzeczach od których opadła mu szczęka, szczerze, rzeczowo, logicznie. O wszystkim- o tym jak ginęły recepty, jak ktoś podpisał receptę za lekarza, o tym jak tworzą sobie zasady dla siebie pasujące tu i teraz do danej sytuacji ale nie obowiązujące na drugi dzień, o braku konsekwencji w upominaniu jednych i robieniu tego samego za zakrętem. Siedział, słuchał. Przyznał się że to jego wina, że zaniedbał kwestie personalne wiele lat temu i teraz zbieramy tego plony. O Sekretarce też rozmawialiśmy- jej sprawa będzie miała dalszy ciąg po powrocie DrKości z wakacji. Mam bezterminową dyspensę do jego biura mimo tego, że pozostaje w Przychodni tylko w roli menadżera od interesów a kwestie personalne przekazuje nowo nabytej pani, która od sześciu dni operuje jako menadżer personalny. Była personalną w więzieniu. Podobno ma jajniki do takich hardkorowych miejsc. Ale mam przychodzić do niego jeśli atmosfera da się kroić nożem i jeść widelcem. Jeśli moje spostrzegawcze oczy dojrzą coś co będzie podejrzane. Nie powiedział tego wprost ale na polskie tłumacząc chyba miał na myśli donoszenie. W granicach sumienia.
A dla nowo nabytej pani muszę znaleźć nick bo widziałam ją tylko przelotem i nic nie rzuciło mi się w oczy.
I tak przeżyłam pierwszy dzień. Chociaż spodziewam się, że będzie gorzej. Ludzie się oswoją z faktem, że jakimś cudem żyję i dalej pływam w kałuży i w ciągu kilku dni będzie mniej miło niz dzisiaj. Ponieważ moja obecność na FaceBooku jest zawsze intensywna bo mam mnóstwo znajomych w Polsce i w UK z którymi nie widuję się od lat a z którymi nadal utrzymuję kontakty, zrobiłam dzisiaj małe przepierki i WSZYSTKICH którzy nie są rodziną lub naprawdę sprawdzonymi przez lata znajomymi wypierdzieliłam do opcji Dalsi Znajomi i nie zobaczą nie tylko nic nowego na moim profilu o ile tego nie opublikuję jako Publiczne ale jeszcze kliknęłam w guzik Apokalipsy i wszystkie moje posty z ostatnich 10 lat stały się teraz niepubliczne dla każdego kto nie znajduje się w najbliższym kręgu. W ten sposób, nie musiałam nikogo z listy Przychodni usuwać ale o mnie już nie poczytają. W sumie wykopsałam 35 osób które przypominają raczej martwe dusze niż żyjących ludzi.
Wśród najbliższych osób jest tylko jedna osoba, której nigdy nie poznałam osobiście a którą poznałam dzięki szydełkowaniu. W sumie, na 150 znanych mi osób mam może 5 które żyją tylko w sieci... ale o tym kiedy indziej. O tym i jak łatwo dać się sprzedać za czapkę śliwek. :)
sobota, 8 sierpnia 2015
Wakacje
Dla Zdezorientowanych powiem że do pracy jeszcze nie wróciłam bo właśnie dobiega końca drugi tydzień mojego planowanego urlopu .
Pisze do Was znad basenu w parku Królowej Wiktorii w Leamington Spa, gdzie Gabi biega z Susłem po drabinkach a Maja udaje fokę przybrzeżną. Słonko przyświeca, ja w czarnych legginsach, jest ultra parząco.
Ktoś wpadł ana genialny pomysł wykopania w parku dziury w ziemi, wypełnienia jej betonem, wymalowania na niebiesko i nalania cholorowanej wody na głębokość pół łydki i 3/4 cala. Spryskiwacze na wrocławskim rynku się umywa w gorący dzień. W każdym razie dla Mai bo siedzi w wodzie od 3 godzin i tyle jej do szczęścia potrzeba jak widać. Gabi jest bardziej stworzonkiem lądowym bo szybko ma dość chlupotania w gaciorkach i wybiera plac zabaw. Gdybym miała na ciele tak mało tłuszczyku co Gabi, cały rok chodziłabym w dzierganym z wełny płaszczu do kostek.
Miesiąc spędzony w domu, w samym środku wakacji to jednak chciał nie chciał rewelacyjny pomysł. Polecam się zawiesić w pracy każdemu kto ma ochotę na pełne 4 tygodnie leżenia pepkiem do nieba. (Juz się widzę 3 tygodnie temu jak to mówię tak beztrosko.....).
Ale byliśmy w tym czasie na poszukiwaniu skarbów z wykrywaczem metali, zgubilismy się na godzinę w najbardziej dziewiczym lesie jaki kiedykolwiek widziałam, zrobiłam dwa słoiki dżemu z dzikich czerwonych porzeczek, wyszydelkowalam kocyk na zamówienie, byliśmy w Thomas Land no i teraz dwa dni z rzędu w Leamington Spa. Po drodze zdechła nam jedna ze świnek morskich- Chrupek i była żałoba w domu.
W poniedziałek do Przychodni. Przywdziewam teflonowe kamizelkę kuloodporna pod letnia koszulkę, tak na wszelki wypadek ale na mordę uśmiech od ucha do ucha. Taki MonaLisowy albo kota z Chesire. Który tam bardziej tajemniczy....
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Zasłużony ciąg dalszy dla mnie i dla Was
Szok- to mało powiedziane. Niniejszym stwierdził, że nie może mnie mieć w budynku pod takimi oskarżeniami i mam płatny czas na to, żeby przygotować obronę i zaczekać na Menadżera który wróci z urlopu i poprowadzi dochodzenie.
Kiedy powiedziałam jak mnie traktuje Sekretarka oczywiste stało się, że nie mogłyśmy sobie radośnie spiskować i robić na nich teczki.




